wtorek, 29 grudnia 2015

Plitwickie Jeziora


Veliki Slap


Jeziora Plitwickie fascynują. Nie bez powodu zostały wciągnięte na listę Światowego Dziedzictwa Kulturalnego i Przyrodniczego UNESCO. Chorwaci  wybudowali hotele nieopodal  wszystkich oficjalnych wejść na szlaki turystyczne, chociaż to park narodowy. W hotelach warto zakwaterować z zamiarem kilkudniowego zwiedzania udostępnionych zakątków. Wrażliwi na piękno natury powinni poświęcić temu miejscu zdecydowanie więcej czasu, niż kilka godzin. Ja niestety ograniczyłem się tylko do jednego wrześniowego dnia, skupiając całą uwagę na górnej części parku począwszy od stacji ST3 nad jeziorem Proscansco i na fragmencie dolnej części z czterema jeziorami wciśniętymi w głęboką dolinę i z wodospadem Veliki Slap. Mimo to i tak zostałem sowicie nagrodzony wymarzoną pogodą i obfitością wody spadającej kaskadami, spływającej strumieniami, rozlewającej się jeziorami wśród wapiennych skał zarośniętych chaotycznym górskim lasem.

Strumień sobie pomyka, pomyka...

Największą trudność podczas uwieczniania piękna Plitwickich Jezior sprawiają silne kontrasty. Aparat fotograficzny bez gadżetów nie jest w stanie im sprostać. Wyposażony w sprzęt dla amatorów turysta jest skazany na fotografowanie bliskich plenerów. Nie ma wielkich szans na przyzwoite zdjęcia krajobrazów zacienionych dolin robionych z góry. Może tylko jeden obraz na sto popełnionych wydaje się do przyjęcia. W czystym świetle dnia powietrze nad wodą i tak nasyca się parą, która powoduje matowienie lub rozmycie dalekich planów – jak nad zachwycającym jeziorem Proscansco. Co z tego, że osobiste subiektywne wrażenia są bogate i podbarwione emocjami. Utrwalone obrazy zdają się mówić coś innego. Grzeszą banalnością. Nie miałem żadnych środków technicznych, by rywalizować z profesjonalistami. Skupiłem się więc na tym, co małe i w oczach większości gości parku niekoniecznie ciekawe. 



Bukowa rzeźba nad wodą

Na szczęście detale plitwickich zakamarków okazały się nad podziw frapujące w świetle jesiennego słońca. 











Bystrze na szlaku

Każdy krok na szlaku otwierał kolejne niezwykłe zakątki, ukazywał niezwykłą ichtiofaunę i awifaunę zamieszkującą malownicze, pełne szczegółów rozlewiska, strumienie, oczka, podziemne kanały, rozpadliny, odsłaniał malowniczą szatę leśnego otoczenia, odkrywał roślinność brzegów i mozaikę dna frapujących stawów i oczek wodnych czy nurtów rwących strumieni. 





Gdzie woda modra a trawa zielona

Plitwickie pstrągi

Zdjęcia pstrągów pływających w przejrzystej wodzie nad jasnym dnem zmieniały się w wersji makro w abstrakcyjne kolaże form i barw światła rozszczepionego na załamaniach fal.










Jezioro Kaluderovac

Już za jeziorem Proscansco zaczyna się fascynujący świat małych i większych wodospadów, bystrzyn, oczek wodnych, krętych strumieni, jeziorek otoczonych wapiennymi skałami i szuwarami, w których przesiadują wszędobylskie szare czaple, kosmopolityczne kormorany, pospolite kaczki, łyski, perkozy… 








Roztrzaskany wodospad - ta skała odpadła pod własnym ciężarem
Jezioro Ciginovac

Wszędzie otwierają się widoki modrej wody w otoczeniu buków dominujących w tutejszych lasach. 












Jezioro Milino
Realizm baśniowy - plitwicki smok




Realizm magiczny - zatopiony las

Realizm magiczny - toń

Przejrzysta toń pozwala odkrywać niezwykłe zakamarki pełne ryb, traszek, żab, wodorostów, korzeni i zatopionych pni pokrytych martwicą wapienną i delikatnymi glonami… Nad zaroślami unoszą się migotliwe ważki, motyle, żuki. Po powierzchni przemykają nartniki… Plitwickie Jeziora – bywa – odkrywają przed uważnym obserwatorem magiczną, nieomal baśniową, stronę przyrody.





Strumień spada do jeziora Batinovac

Największe jeziora mają niezwykle rzeźbione dno. W podłużnym przekroju toni jeziora Kozjak wykryto aż trzy podwodne skaliste granie. Ujawnią się za jakiś tysiąc lat, gdy woda wypływającej rzeki Cernej pogłębi wąwóz ujścia, chyba że opiekunowie parku przeciwstawią siłom natury inżynierską przemyślność. Póki co cuda te oglądają tylko nurkowie.













Z pieszej wycieczki wyłączyłem spacer brzegami jeziora Kozjak. Stateczki pozwalają przerwać monotonię schodzenia krętymi szlakami. Ze statków lepiej widać imponujące otoczenie jeziornej, pełnej zatoczek, tafli. Żal jeno, że za dnia wieją wiatry, wzburzając wodę, która faluje i oślepia setkami migoczących refleksów. Wstęp do parku możliwy jest tylko od godziny siódmej rano do ósmej wieczorem. Szanse na spotkanie z jeziorem o świcie albo o zachodzie słońca, kiedy jego lustro ucisza flauta, nie są duże.

Na statku można obserwować turystów gwarzących niczym budowniczowie wieży Babel. Najbardziej zafrapował mnie widok korporacyjnych Japończyków, zmuszonych do odfajkowania konferencyjnej atrakcji, odzianych w czarne spodnie, białe koszule, pod krawatem, na szczęście bez marynarek, za to z komórkami w rękach. Znudzeni  pięknym krajobrazem, zmęczeni doskwierającym upałem, którego nawet powiewy wiatru nie łagodziły, coraz bardziej wracali do służbowych rozmów we własnym gronie i do śledzenia Internetu. Jakby przebywali tutaj za karę, tracąc czas na rzeczy nieistotne, gdy w interesach i na giełdach wrzało.

Najpiękniejsze miejsce na szlaku fotografowane z tłumu

Tłum to jedna z niedogodności Plitwickich Jezior. 













Teatralna scena plitwickiej natury - wodospad Stavac


 
Krasowy ogród wodospadu Stavac
Chociaż celowo przyjechałem w to miejsce u schyłku sezonu turystycznego, mając nadzieję na spokój, ciągle ustępowałem miejsca zorganizowanym wycieczkom, zaliczającym szlak w tempie biegu do najbliższego przystanku komunikacji miejskiej. 








Ogród botaniczny z oddali

W najciekawszych miejscach trudno było o chwilę spokoju, by przemyśleć kadr przed naciśnięciem migawki. 











Realizm malarski - szum Stavaca

Musiałem zdawać się na kompromis, pstrykając całe serie zdjęć w nadziei, że automatyka COLPIX’a, aparatu dla odpornych na wiedzę fotograficzną, da radę. Potrącaniu i wielojęzycznym słowom przeprosin nie było końca. 















Spadająca woda i głaz

Walczyłem z migającymi przed obiektywem rękami, głowami, plecami. Szukałem w tłumie zwiedzających jakiegokolwiek dojścia do miejsca dogodnego na fotkę albo czekałem na jakąkolwiek lukę w sznurze postępujących powoli turystów. 









Twarz stavackiego gnoma

Kładki na szlaku są wąskie i wiodą niekiedy w poprzek uroczych oczek wodnych. Ich toń przyciągała uwagę, więc często robił się zator. 












Tęcza

Musiałem wówczas tłumić w sobie wybuchy złości równie intensywnej jak podczas czekania na przejazd pod światłami na skrzyżowaniach olsztyńskich ulic. 










Teatr jednego aktora
Teatr wody i światła





 
Teatralna kurtyna
 
Wodospad Stavac

Wodospad Stavac

Warto było mimo to, zwłaszcza w miejscu, gdzie wodospady przenikające przez wapienne ściany i wystawione na słoneczne światło zabarwiały się tęczą... Zdziwienie i poczucie niewygody ulatują z pamięci. Pozostają słoneczne wrażenia zatrzymane na zdjęciach.

Jezioro Krugljak spod kamiennej głowy nad wodospadem Stavac

Nieopodal jaskini Supljara


Narodowy Park Jezior Plitwickich w sezonie 2011 roku odwiedziło po raz pierwszy w historii przeszło milion turystów. Z każdym rokiem jest ich więcej. Ilu ludzi przechodzi szlakami w ciągu jednego dnia latem? Lepiej nie myśleć. Surrealizm tej sytuacji można porównać poniekąd z surrealizmem informacji z sierpnia 2000 roku podanej przez radiową Trójkę o 6-godzinnym oczekiwaniu ceprów w kolejce do wejścia na wierzchołek Rysów, którą usłyszałem, leżąc pod szczytem Barańca po słowackiej stronie w dowolnie wybranym miejscu na dowolnie wybranym boku. Tłum, tak pożądany na Krupówkach czy w centrach handlowych, nie służy niestety wyjątkowym enklawom natury, do których dostęp powinien być coraz bardziej reglamentowany.





Wodospady dolnych jezior pod Velikim Slapem
Japoński ogród pod Veliki Slapem


Kontrasty

Velike Jezero
 
Buki nad modrą wodą

Turkus w objęciach buczyny

Turkusowe oczko - malowniczy przejaw martwicy wapiennej

4 komentarze:

  1. Przecudowne miejsca. Zazdroszczę. Coś pięknego.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wtedy miałem z Małgosią fart - pogodę jak drut. I wodospady były pełne wody.

    OdpowiedzUsuń
  3. Pięknie opisujesz Piotrze to miejsce. Piszesz o Japończykach - my z kolei mieliśmy problem z wszędobylskimi Koreańczykami. (robią się coraz bardziej bezczelni i to nie tylko moje zdanie- przepychają się , wchodzą w kadr...etc..). Z przyjemnością poczytałam twoje wywody :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziękuję Krysiu. Plitwice coraz bardziej kojarzą mi się z trasą do Morskiego Oka. To już jest niestrawne.

    OdpowiedzUsuń