czwartek, 21 lipca 2016

Trochę Prowansji w Nowym Kawkowie



Trochę Prowansji w Nowym Kawkowie

Gdzieś za Nowym Kawkowem

Jest miejsce na Warmii, które kojarzy się z Warmią w nietypowy sposób. Wystarczy wyjechać za Olsztyn w kierunku Morąga. Za granicą wielkiego Olsztyna, oznaczoną zieloną tablicą, zaczyna się pagórkowaty las. 

Znikający czarny punkt nad polem owsa za Wilimowem

Szosa w pewnej chwili zbliża się do torów kolejowych. Na rozjeździe trzeba odbić w prawo, przejechać przejazd kolejowy, podążać krętą drogą w kierunku Jonkowa, by po kilku kilometrach między niewielkimi wsiami, mnóstwem pagórków pokrytych soczystymi łąkami, wśród pofalowanych pól, licznych leśnych kęp i buków warmińskiej ostoi przyrodniczej za Wilimowem dotrzeć do rynku w Jonkowie. 

Taka gmina

Za rynkiem trzeba skręcić w lewo pod górę na wąską drogę w szpalerze starych drzew. Asfaltowy dywanik między drzewami przylegającymi do samej skrajni jezdni nie przykrywa szutrowego pobocza. Dość na jeden pojazd. Gdy jednak nadjeżdża samochód z naprzeciwka, trzeba zwolnić, zjechać prawymi kołami na szuter. Tak się kiedyś oszczędzało na jezdniach. Ma to swoje dobre strony. Nie rozpędzisz się. W kronikach wypadków nikt zatem nie napisze, że agresywne drzewa na poboczu po raz kolejny zdemolowały prawidłowo jadący samochód. Tutejsze drzewa mają więc szansę przetrwać idiotyczną rzeź zgotowaną na innych lokalnych warmińskich drogach.

Bujność warmińskiego lata I

Bujność warmińskiego lata II
A mówią, że chwasty są be
Chwila ze słońcem

Jakby nie patrzył, za Jonkowem jedzie się kilka kilometrów przez malowniczy teren poszatkowany polami, łąkami, laskami, kępami łęgowych drzew nad stawami lub bagnistymi obniżeniami terenu, w sąsiedztwie pojedynczych zagród rozrzuconych bez ładu i składu na szlaku, w towarzystwie bocianów okupujących koszone łąki; żurawi przeszukujących skraj łanów owsa, żyta, pszenicy; błotniaków patrolujących przestrzeń.

Panorama Nowego Kawkowa

Potem droga wiedzie wzdłuż łagodnej doliny. Można by podejrzewać, że jej dnem płynie jakiś urokliwy strumień, aczkolwiek po kilku latach ostatniej posuchy mógł raczej wyschnąć.

Zjeżdżając z kolejnego pagórka, już za Pupkami, widzisz wreszcie nieco bardziej zwartą zabudowę. To Nowe Kawkowo, siostrzana wieś Starego Kawkowa. Obie zostały założone najprawdopodobniej w połowie XIV wieku, następnie spalone przez Litwinów i odbudowane na podstawie odnowionego przywileju z 1380 r. wydanego przez kapitułę warmińską. Potem wieś miała w swojej historii czas rozwoju; czas upadku po przejściach wojny trzynastoletniej i wojny toczonej w latach, gdy dobrami kapitulnymi i obroną przed krzyżackim oblężeniem Olsztyna zarządzał Mikołaj Kopernik; kolejne ożywienie gospodarcze przerywane następnymi epizodami wojennymi… Na początku XIX wieku mieszkańcy wsi zostali uwłaszczeni, prawdopodobnie w następstwie nowego porządku  europejskiego, który nastał po przemarszach wojsk napoleońskich. Światli władcy Prus Wschodnich zdawali sobie sprawę, że przemian społecznych zapoczątkowanych Wielką Rewolucją Francuską nie da się już cofnąć, zwłaszcza że krwawym i niezwykle dynamicznym bataliom wojennym towarzyszył równie gwałtowny rozwój kapitalizmu przemysłowego, który zdemolował stare porządki…

Dzieło ulotnej sztuki

Stare Kawkowo ma podobną historię, ale mniej szczęścia do dokumentów lokacyjnych, które gdzieś się zawieruszyły.

Kto chce historycznych szczegółów, niech zajrzy na strony:

Lato nad warmińskim mikrokosmosem

Najstarszą spośród okolicznych wsi są Pupki. Założono je w 1357 roku na miejscu porzuconej pod naciskiem (prawdopodobnie) krzyżackiej ekspansji pruskiej osady, która istniała tutaj od wczesnego średniowiecza w sąsiedztwie nieistniejącego już dzisiaj jeziora. Owa dolina między Pupkami a Nowym Kawkowem wydaje się dnem tego historycznego rozlewiska. Ironią losu to, że wieś została założona na zgliszczach pruskiego siedliska przez Prusa Tolnekena, któremu kapituła warmińska zezwoliła na budowę karczmy i nadała 40 łanów (prawdopodobnie chełmińskich) ziemi. Dzisiaj Tolneken byłby zaliczony do grupy posiadaczy ziemskich. Prawie 720 hektarów (7,2 km2) ziemi nie w kij dmuchał.

Lawenda

Napisałem nie przypadkiem o tych trzech wsiach razem. Tworzą one coś, czego nie spotkałem do tej pory w innych miejscach Warmii i Mazur – enklawę artystyczną. Warszawska bohema urządziła sobie na północnych obrzeżach Olsztyna szlak galerii, warsztatów rzemieślniczych i agroturystycznych gospodarstw, z których najbardziej znane jest Lawendowe Pole. 

Lawenda tuż przed zbiorem

Przypuszczam, że to zasługa telewizyjnej promocji w serialu Daleko od miasta. Fakt, sam obejrzawszy ten odcinek, postanowiłem wpaść na lawendowe żniwa i popatrzeć w oczy odważnej właścicielce, która zamieniła korporacyjną gonitwę na warmiński spokój(?!). Dzisiaj też ciężko pracuje, jedno że w sympatyczniejszych okolicznościach przyrody. I co ważne – robi to, co jej życiową pasją.

Lawendowe pole

Lawendowe pole

A lawenda? Jeśli ktoś nie ma czasu lub możliwości, by zwiedzić Prowansję (Galię Zaalpejską), niech wpada na Lawendowe Pole urządzone na zaanektowanych pagórkach w sąsiedztwie stawów i zarośniętych mokradeł. Najlepiej o świcie albo wczesnym rankiem, póki nie przyjadą turyści i nie zaczną psuć wszystkich kadrów niebieskiego puchu ufryzowanego w rzędy kulistych kęp. Tak na marginesie – lawendę trudno sfotografować. Sprawia mi kłopot. Wrażenie czyni piękne, ale na zdjęciach wychodzi banalnie.

Głównym narzędziem do cięcia lawendy – nożyce krawieckie. Naprawdę. Szczegóły tutaj:

Kościół w Nowym Kawkowie

Najchętniej jednak zaglądamy do galerii urządzonej w dawnej karczmie stojącej w sąsiedztwie kościoła konsekrowanego w 1380 r. ku czci św. Jana w Oleju (zwanego też Janem Ewangelistą, Janem Apostołem, Janem Teologiem) przez Henryka III Sorboma, biskupa panującego na Warmii w latach 1373-1401. Kościół był wielokrotnie przebudowany, więc elementów architektonicznych z czasów jego pierwszej budowy zachowało się niewiele. O szczegółach tutaj:

Galeria w starej karczmie

Galeria stoi na wprost drogi do Lawendowego Pola. Wchodzi się doń stromymi i pochylonymi ze starości schodami wprost do sieni, która odsłania wnętrza pełne często zmienianych eksponatów. 










Tu się popija kawę i plotkuje

Sala po prawej jest jednocześnie kawiarnią. Ciasto artystyczne, kawa w artystycznych kubkach, czasem artystyczna zupa z dyni. 












Rozmówki z Audrey

Wnętrze artystyczne… Audrey Hepburn krzątająca się przy oknach…












Tu nawet grzyby są artystyczne

W trakcie rozmowy z Gospodynią stwierdzamy nagle, że ten świat jest naprawdę mały. Doszukujemy się wspólnych znajomych, jeszcze z czasów licealnych. Warszawa okazała się w kilku losowych przypadkach miejscem przejściowym, a Nowe Kawkowo – docelowym.

Znużona gwiazda

Nieczęsto zdarza się trafić w takie miejsca, w których spotykają się ścieżki ludzi na pierwszy rzut oka niezwiązanych ze sobą – jak nasze ze ścieżką Gospodyni galerii.



Najfajniejsze jest to, że kawę popija się, a ciasto podjada się drobnymi kęsami, co by przedłużyć doznania smakowe, w towarzystwie domowych zwierząt: artystycznego mopsa, przygarniętych piesków, piesków dochodzących ze wsi, kotów małych i dużych, plączących się pod nogami… Ich obecność tworzy specyficzny klimat.


Nasze wizyty nie kończą się na kawie i cieście. Są ploteczki i rozmówki w nastroju Ludzkiego gadania Agnieszki Osieckiej. Są zakupy wystawianych eksponatów. Niektóre naprawdę przykuwają uwagę.

Mała bohema.

Klimaty w Nowym Kawkowie

W Nowym Kawkowie jest jeszcze galeria biżuterii – przy wyjeździe ze wsi w kierunku Pupek; galeria artystycznych wyrobów z drewna – przy wyjeździe w kierunku Starego Kawkowa; galeria ceramiki artystycznej – trzeba odbić w prawo na rozwidleniu drogi do Lawendowego Pola… We wrześniu zazwyczaj dzieje się impreza przygotowywana wspólnym wysiłkiem działających pracowni. Wtedy można przez cały dzień zjeździć z mapką w ręku wszystkich inicjatorów i znaleźć coś ciekawego dla siebie.

Znikające jeziorko

Odkryciem – w moich oczach – jest gospodarstwo agroturystyczne w Pupkach nieopodal zanikającego już jeziorka w bukowym lesie. Tutaj kończymy wypad domowy obiadem: prawdziwą, gęstą zupą kalafiorową, kopytkami z gęstym sosem grzybowym, kompotem z czarnych porzeczek i deserem – pszenno żytnim chlebem własnego wypieku (piętka? – nie jadłem czegoś takiego od czasów dzieciństwa).


Gospodarstwo prowadzi rodzina, która porzuciła Warszawę w czasach zwiastujących już schyłek PRL-u i urządziła sobie enklawę wśród malowniczych pagórków, lasków, rozlewisk. Patrząc na owo miejsce, podziwiałem determinację, upór i pogodę ducha gospodarzy. Gospodarstwo przechodzi dzisiaj w ręce drugiego pokolenia. O nim tutaj:


Polecam ich chleb. Takiego chleba nie kupisz w sklepie. Sam się zjada. Ze smalcem własnego wyrobu i małosolnym ogórkiem albo ze świeżym masłem jest jedzeniem samym w sobie.

Artystyczny strach na wróble

Tu, między Pupkami a Starym Kawkowem, nawet strachy na wróble mają w sobie coś z wagabundów i prekursorów współczesnej mody.

2 komentarze:

  1. bardzo lubię ten zaułek Warmii... miałam tylko przejechać rowerem, a wsiąkłam na dwa dni i nie chciałam wyjeżdżać :)
    Bardzo miły wpis... czas spowolnił, zapachniało trawami, lawendą i kawą :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tam rzeczywiście czas płynie wolniej. Agnieszka Osiecka miałaby używanie, gdyby trafiła w swoim czasie do Pupek lub do Kawkowa, zamiast do Prania nad Jeziorem Nidzkim.

    OdpowiedzUsuń