sobota, 15 kwietnia 2017

Powrót do korzeni według Jamesa Rebanksa


Wisła zamyślona

Wisła przebudzona

Ostatnio przeczytałem sobie Życie pasterza – opowieść z Krainy Jezior Jamesa Rebanksa. Kraina jezior to pogranicze Anglii ze Szkocją znane z praktykowanej od tysiącleci hodowli najprymitywniejszych historycznie ras górskich owiec. Przeczytałem tę książkę nie z miłości do pasterstwa, na którym kompletnie się nie znam i nie chciałbym w życiu praktykować (za trudne, za bardzo przypominające Dzień Świstaka, przywiązujące do jednego miejsca na ziemi niekończącym się obowiązkiem wobec własnych zwierząt), lecz z powodu przesłania płynącego z tej historii.

Domowe pielesze

Uczestnicy cywilizacyjnego przyspieszenia utracili kontakt z naturą i zdolność do przetrwania w sytuacjach kryzysowych. Żyjąc w otoczeniu wszechobecnego Internetu, uznają coraz bardziej prymat sfery wirtualnej nad życiem doczesnym. Zalani informacją, przedkładający szybki dostęp do Internetu nad osobiste kontakty i rozmowy twarzą w twarz, tracą empatię i zdolność odsiewania plew od spraw istotnych. Ponaglani przymusem robienia społecznej kariery wpadają w obsesję wyjeżdżania dokądś i dokonywania w życiu czegoś, mając za nic to co proste, często powtarzalne, budujące więź emocjonalną z sąsiadami i otoczeniem, więc... istotne...

Mazowiecka nostalgia

Oderwani na chwilę od korporacyjnego czy biznesowego przymusu załatwiania zawodowych obowiązków, zawsze dla kogoś, nigdy dla siebie (pensja wcale nie stanowi ekwiwalentu coraz bardziej traconych ważnych sfer życia rodzinnego i osobistego), nie potrafią nawet zwolnić w czas odpoczynku. Tylko że obsesyjny pośpiech i drażniona społecznie ambicja nie przekłada się na życiową wrażliwość czy zdolność do autorefleksji.

Tu też się dzieje...

Żyją tak nudno, że nie mogą się doczekać weekendu, aby się upodlić. Jeśli jeszcze komuś pozostała jakaś wola weekendowej odmiany, przesiada się na samochód terenowy, quada, motocykl i próbuje, nie zwalniając tempa, sięgnąć po namiastkę wrażeń w kontakcie z naturą. Tylko namiastkę, bo to, co im się podoba, to architektoniczny krajobraz łatwy do oceny i klasyfikacji, szybkie wrażenia pobudzające wydzielanie adrenaliny po udanym lub niekoniecznie udanym wystrzale z ambony, po wywrotce na leśnym lub polnym bezdrożu, głupawce w skoku na bungee

To zdjęcie niech się "zatytuli" samo...

Tylko takie bodźce po powodzi coraz głupszych i wywołujących jedynie emocje pseudo-informacji serwowanych przez współczesne mendia nastawione na klikalność są jeszcze odbierane przez coraz bardziej odczulony centralny układ nerwowy. A komu nie w smak przebywanie w otoczeniu przyrody, może się upodlić w dowolnie wybrany sposób, albo oddać się grom komputerowym…

Matka jest tylko jedna...

Rebanks wspominał, że jego niechęć do nauki i do opuszczenia farmy została skwitowana automatycznie wygenerowaną diagnozą testu (dys)kwalifikacyjnego, odczytaną z monitora przez doradcę zawodowego, który nie ukrywał własnej wyższości:
– Nadaje się na dozorcę w ZOO.

Szybkie wrażenia, ale takie lubię...

To książka o dwóch społecznościach. Tej, która od tysięcy lat twardo stoi na ziemi, i wie jak sobie poradzić w najtrudniejszych chwilach, by przetrwać. I tej, która bez całego sztafażu cywilizacji runie przy pierwszym kataklizmie natury, bo nie potrafi odróżnić tego co istotne w życiu, od tego co istotne wyłącznie dla bezdusznego systemu społecznego i sztucznie nadymanego osobistego splendoru – substytutu sukcesu życiowego. Sukcesem staje się nasza wirtualna popularność, a nie obecność w lokalnej społeczności, wśród najbliższych sąsiadów.

Lubię się zatrzymać na chwilę...

Będąc już w Oxfordzie, Rebanks zauważył, że jego koledzy studenci wydają się mocno do siebie podobni. Bardzo się silą, żeby mieć własne zdanie, ponieważ nigdy nie ponieśli porażki. Tutaj również nie chcą się okazać rozczarowaniem. Nigdy nie byli przeciętniakami i uważają, że zawsze muszą wygrywać. Jednak życie większości ludzi wcale tak nie wygląda (…). Można by odesłać ich na rok do jakiejś pracy bez perspektyw (…). Lepiej by im to zrobiło niż dziekanka w Peru…










To moje chińskie klimaty nad Wisłą...

Obdarzony zmysłem obserwacji,  inteligencją, charakterny człowiek, który nigdy nie rozstał się z rodzinną farmą, napisał coś, co powinien przeczytać każdy, kto żyjąc gdziekolwiek: na wsi, w mieście, w enklawie, chciałby wrócić do korzeni, pozbyć się fałszywych celów w życiu i wyzbyć się lęku przed przyszłością naznaczoną narastającym szokiem cywilizacji, o którym „sto” lat temu pisał Alvin Toffler.













Z witacza w Nowej Wsi...

Po odsianiu wirtualnych głupot atakujących z  urządzeń podłączonych do wszechobecnego Internetu każdy odsłoni to, co w jego osobistym życiu najważniejsze i sprawi, że jego własna egzystencja na powrót przestanie być nudna.


















Lubię wędrować w świście piłek golfowych...

Nie zamierzam podpowiadać – co. James Rebanks – prosty, zdawałoby się, owczarz – robi to ciekawiej.




























2 komentarze:

  1. Akurat czytam. Proste życie - jakże trudne...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jakie sensowne... Odkąd pracuję przez internet i nie muszę odbijać karty obecności w pracy, mam mnóstwo czasu dla siebie i swoich zainteresowań, czerpiąc z tego faktu wiele, wiele, wiele satysfakcji :-). Świąteczne serdeczności dla Ciebie Ewo i Rodziny.
      PS.
      Żałuję, że się nie zobaczymy w Lidzbarku Warmińskim na otwarciu naszej wystawy. Pewne sprawy miałem zaplanowane wcześniej. Po powrocie na pewno tam zajrzę.

      Usuń