Przeczytałem
kolejny raz „Fundamentals, ten keys to reality” (Podstawy, dziesięć
kluczy do rzeczywistości) Franka Wilczka, przemyślanina z urodzenia, noblisty
uhonorowanego za teoretyczne odkrycie kryształów czasowych, których istnienie
potwierdzono doświadczalnie i które mogą stanowić istotny element komputerów
kwantowych a być może nawet budulec bram do wnętrza czarnych dziur.
Lektura
nadzwyczaj inspirująca. Przedmowę Wilczek zaczął od stwierdzeń, które
potrząsają wyobraźnią. Napisał między innymi:
„Ta
książka zmieniła mój sposób patrzenia na świat. W pierwotnym zamierzeniu
Podstawy miały być opisem naszej wiedzy, ale szybko przerodziły się w
kontemplację. Gdy zastanawiałem się nad jej zawartością, zupełnie
nieoczekiwanie dostrzegłem dwa tematy przewodnie. Zdumiało mnie, że są tak
wyraźne i głębokie.
Pierwszym
z nich jest obfitość. Świat jest ogromny. Oczywiście wystarczy spojrzeć w niebo
w bezchmurną noc, by się przekonać, że „tam dalej” rozciągają się rozległe
połacie przestrzeni. Gdy po uważniejszym zbadaniu wyrazimy ten ogrom za pomocą
liczb, otrzymamy wartości, które zwyczajnie nie mieszczą nam się w głowie.
Jednak wielkość przestrzeni stanowi tylko jeden z wielu aspektów obfitości
Natury i wcale nie ma największego znaczenia dla doświadczenia każdego z nas.
Jak to
bowiem ujął Richard Feynman , „na dole jest mnóstwo miejsca”. Ludzkie ciało
zawiera o wiele więcej atomów, niż istnieje gwiazd w obserwowalnym
Wszechświecie, a liczba neuronów w mózgu jest niemal taka sama jak liczba
gwiazd w naszej Galaktyce. Wszechświat wewnętrzny jest godnym dopełnieniem
Wszechświata rozciągającego się na zewnątrz.
To, co
dotyczy przestrzeni, odnosi się też do czasu. Czas kosmiczny jest nieprzebrany.
Jego połać rozciągająca się wstecz do Wielkiego Wybuchu całkowicie przyćmiewa
czas ludzkiego życia. Mimo to, jak jeszcze nieraz podkreślimy, czas życia
pojedynczego człowieka zawiera więcej świadomych chwil, niż można pomieścić
żywotów ludzkich w historii Wszechświata. Zostaliśmy obdarzeni darem obfitości
czasu wewnętrznego.
Świat
fizyczny również obfituje w niewykorzystane do tej pory możliwości stwarzania i
postrzegania. Dzięki odkryciom naukowym wiemy, że w naszym najbliższym
otoczeniu znajduje się o wiele więcej energii i użytecznych materiałów w znanej
i dostępnej postaci, niż potrafimy to obecnie wykorzystać. Świadomość tego
faktu napełnia nas otuchą i pozwala stawiać sobie jeszcze ambitniejsze cele.”
O przestrzeni
na poziomie wymiarów Plancka Wilczek napisał:
„Wijące
się linijki i tańczące cyrkle podkopują podstawy euklidesowego podejścia do
geometrii, a w ostatecznym rozrachunku osłabiają również fundamenty koncepcji
Einsteina. Idei leżących u podstaw działania systemu GPS nie można przenieść na
małe odległości, ponieważ orbity satelitów o rozmiarze długości Plancka są
zaszumione i nieprzewidywalne. Co je zastąpi? Nikt nie jest w stanie tego
stwierdzić. Nie mamy zbyt dużych nadziei, że uzyskamy jakąś podpowiedź z
doświadczeń, ponieważ długość Plancka jest biliardy razy mniejsza od
odległości, które potrafimy obserwować. Ja sam nie potrafię oprzeć się
wrażeniu, iż czasoprzestrzeń nie różni się w żaden zasadniczy sposób od
materii, którą udało nam się o wiele lepiej zrozumieć. Jeśli tak jest, to musi
się ona składać z ogromnej liczby jednakowych elementów – „cząstek przestrzeni”
– które nieustannie kontaktują się ze swoimi sąsiadkami, wymieniają się
informacją, łączą się i dzielą, rodzą i giną.”

W tych
stwierdzeniach zawarta jest myśl o kwantowej (ziarnistej) strukturze
przestrzeni opisywanej za pomocą geometrii nieprzemiennej Alaina Connesa, który
postrzega przestrzeń jako zbiór komórek stykających się nieostrymi, wiecznie
pulsującymi granicami. Geometria nieprzemienna stała się potężnym narzędziem
fizyków kwantowych. Historię jej wprowadzenia do fizyki kwantowej streszczono w
jednej z końcowych scen arcyciekawego filmu „Hipoteza Riemanna” o
właściwościach tajemniczych liczb pierwszych, „atomów” liczb naturalnych,
matematycznych analogów pierwiastków z tablicy Mendelejewa tworzących
otaczającą nas materię. Film udostępniono na YouTube pod adresem: (https://www.youtube.com/watch?v=mAeR_LPs0DU).
Po
przeczytaniu kilkunastu losowo wybranych pozycji o fizyce kwantowej, fizyce
czasu, astrofizyce, ogólnej i szczególnej teorii względności, o badaniach
chaosu w szeroko pojętych zjawiskach fizycznych, przyrodniczych i społecznych, dziwiłem
się przekonaniu wszystkich autorów o nieuchronnym zapadaniu się materii i
energii do punktu osobliwości w czarnej dziurze, tej stacjonarnej i tej
wirującej (Kerra). Od tego poglądu nie uwolnił się nawet Roger Penrose w
„Cyklach czasu”. Czy to nie przejaw nieuzasadnionej ekstrapolacji praw
rządzących obserwowalnym Wszechświatem na obszar pod powierzchnią złapaną
(horyzontem zdarzeń), spod której nie ma już odwrotu do naszego świata?

Skąd
przekonanie, że każda cząsteczka i każdy kwant energii po takim spowolnieniu na
powierzchni złapanej, które z punktu widzenia obserwatora na zewnątrz czarnej
dziury będzie świadczyć o znieruchomieniu, zmierza do punktu osobliwości? Jeśli
ich ruch zamiera a czas przestaje płynąć, to może materia i energia zatrzymują
się pod powiększoną powierzchnią złapaną, oddając czarnej dziurze masę,
„poczucie czasu”, ruch, energię, pęd, moment obrotowy, informację… wszystko to,
co podlega zasadom zachowania w naszym świecie, by przejść w inny stan
istnienia, którego, póki co, nie potrafimy zaobserwować czy nawet sobie
wyobrazić.

Skąd
przekonanie, że cała masa czarnej dziury znajduje się w jej geometrycznym
środku, w punkcie osobliwości, jeśli czarną dziurę można opisać za pomocą
mierzalnych parametrów takich jak: masa, objętość, powierzchnia horyzontu
zdarzeń, spin, ładunek elektryczny, temperatura, entropia itp., a rotujące
czarne dziury nie są idealnymi sferami, tylko doznają lekkiego spłaszczenia wzdłuż
osi obrotu?
Czy
przypadkiem nie jest tak, że wszystko to, co opadnie na powierzchnię złapaną
czarnej dziury, staje się po prostu nieznaną i na obecnym etapie rozwoju nauki
nieobserwowalną formą materii i energii, a być może i samej przestrzeni,
równomiernie rozłożonych w objętości ograniczonej przez horyzont zdarzeń? Na
przykład formą super gęstej próżni idealnej, buzującej wirtualną zupą? Wszak im
większa masa czarnej dziury, tym jej temperatura powierzchniowa bliższa zeru
bezwzględnemu.
Podobnie
twierdzi Frank Wilczek, odnosząc wrażenie, iż czasoprzestrzeń nie różni się
w żaden zasadniczy sposób od materii, którą udało nam się o wiele lepiej
zrozumieć”.
Po napisaniu
tego domysłu na forum fb-Uranii, natrafiłem na podobny pogląd wyrażony przez
Nikodema Popławskiego, torunianina z urodzenia (znowu ten Toruń: Kopernik,
Ingarden, Wolszczan…, teraz Popławski), fizyka teoretycznego, profesora
Uniwersytetu New Haven, który stwierdził, że wszystko, co wpada do czarnej
dziury, nie zmierza do punktu osobliwości, lecz tworzy supergęstą przestrzeń,
materię i energię wskutek istnienia skręcenia czasoprzestrzeni. Przez to
skręcenie, które – jego zdaniem – jest źródłem grawitacji (nie grawitony, jak
się powszechnie przyjmuje), polegnie być może kwantowa teoria grawitacji
(YouTube: Wszyscy żyjemy w czarnej dziurze/prof. Nikodem Popławski (University
of New Haven; https://www.youtube.com/watch?v=Giqsgf6sGa0)”. Na marginesie może się okazać, że
grawitony to po prostu komórki czasoprzestrzeni opisane w geometrii
nieprzemiennej.

Czy czarna
dziura nie pochłania wraz z materią i energią samej przestrzeni, której
istnienia doświadczamy dzięki istnieniu tejże materii z cząstek obdarzonych
masą i pozwalających dzięki tej masie odmierzać upływ czasu, oraz dzięki
energii przenoszonej przez cząstki i same fotony, które pozbawione masy de
facto nie „odczuwają” upływu czasu, lecz stanowią nieruchomy punkt
czasoprzestrzeni, chociaż przed naszymi oczami śmigają z prędkością światła?
Skąd
przekonanie Rogera Penrosa, że czarne dziury wcześniej czy później znikną na
skutek promieniowania Hawkinga, jeśli zgodnie ze zjawiskiem Unruha każdy rodzaj
przyspieszenia, w tym miażdżące przyciąganie samej czarnej dziury albo
przyspieszenie odśrodkowe spowodowane rotacją czarnej dziury (która to rotacja
z kolei wlecze przestrzeń), powoduje pojawienie się cząstek wirtualnych w
idealnej próżni kwantowej, które mogą być pochłaniane przez powierzchnię złapaną,
równoważąc parowanie Hawkinga?
To tylko
kilka wątpliwości laika po przeczytaniu owych książek łącznie z
"Kwantechizmem" Andrzeja Dragana, którego mottem przewodnim jest
wątpić w to, co wyznaje większość.
Na
zakończenie jedno osobiste wyznanie Franka Wilczka, wychowanego w środowisku przemyskich
katolików:
„Ważny
wpływ na ukształtowanie się mojej osobowości miał wczesny kontakt z
katolicyzmem, co zachęciło mnie do myślenia w kategoriach kosmosu i
poszukiwania znaczeń ukrytych pod powierzchnią rzeczywistości. Takie podejście
stało się moją trwałą cechą i postępowałem w ten sposób nawet wtedy, gdy
porzuciłem już ścisłe dogmaty wiary. Obecnie często wracam do Platona ,
świętego Augustyna , Davida Hume’a i „nieaktualnych” starych prac naukowych –
Galileusza , Newtona , Darwina czy Maxwella – by prowadzić dialog z wielkimi
umysłami i ćwiczyć umiejętność myślenia w inny sposób.
Oczywiście, próbując zrozumieć inne punkty
widzenia, niekoniecznie musimy się z nimi zgadzać, a już na pewno nie należy
ich uznawać za własne. Zgodnie z duchem komplementarności powinniśmy zachować
bezstronność. Ideologie i religie, które twierdzą, że mają wyłączne prawo
wyznaczania „jedynie słusznych” poglądów, są sprzeczne z duchem
komplementarności.
Należy tu podkreślić, że nauka ma w tym
względzie specjalny status. Zyskała ogromną wiarygodność, zarówno jako
skarbnica wiedzy, jak i jako metoda analizowania fizycznej rzeczywistości, co
wynika z sukcesu wielu jej zastosowań. Niewątpliwie uczeni ograniczający się do
wąskich specjalności nie rozwijają swojego umysłu, natomiast ludzie, którzy
unikają nauki, zubażają swój obraz świata.”
Okazuje się,
że zgłębianie nauki wyzwala z wiary, chociaż nie przeszkadza sięgać po rozważania
najwybitniejszych chrześcijańskich filozofów, na przykład świętego Augustyna,
zwolennika poglądu, że objawienia religijne nie mogą być sprzeczne z odkryciami
nauki. Na marginesie świętej pamięci ksiądz Józef Tischner mawiał: - „Nie
spotkałem w moim życiu nikogo, kto by stracił wiarę po przeczytaniu Marksa i
Engelsa, natomiast spotkałem wielu, którzy ją utracili po spotkaniu ze swoim
proboszczem.”
Co do
sztucznej inteligencji – po kilku moich wpisach na fb posty poświęcone
astrofizyce, fizyce kwantowej, ogólnej teorii względności, naukowo badanemu
chaosowi, zdominowały fejsbukowe aktualności po każdym wejściu na konto. Jak
więc tu nie wierzyć, że sztuczna inteligencja zaczyna dominować w Internecie i
moderować internetowy dyskurs? Frank Wilczek przewidywał w momencie pisania
swoich „Podstaw…”, że sztuczna inteligencja zawładnie światem za sto, dwieście
lat. Napisał między innymi:
„Upłynie
zapewne jeszcze wiele dziesięcioleci, zanim autonomiczna sztuczna inteligencja
ogólnego przeznaczenia osiągnie ludzki poziom. Ale motywacja stojąca za tym
nieuniknionym rozwojem jest tak silna, że jeśli tylko nie nastąpi jakaś
katastrofa w postaci wojen, zmian klimatycznych czy plag, proces ten potrwa
najwyżej sto lub dwieście lat. Ze względu na przewagę maszyn pod względem
szybkości myślenia, możliwości postrzegania i siły fizycznej zamiast
nieznacznie ulepszonego Homo sapiens awangardę inteligencji już wkrótce będą
stanowić cyborgi i supermózgi.
Nie można również odrzucić możliwości, że
dzięki inżynierii genetycznej pojawią się istoty o nadludzkich możliwościach.
Będą mądrzejsze, silniejsze i (mam nadzieję) obdarzone większą empatią niż
dzisiejsi ludzie.”

Ja jednak
jestem bardziej optymistycznie pesymistyczny. To, co już powstaje, nie będzie
podzielać naszych norm, zasad, standardów, naszej etyki i nie będzie nas
chronić, kierując się wytycznymi robo-etyki wymyślonymi przez Isaaca Asimova.
Nie dotrzymamy kroku sztucznej inteligencji. Dzisiaj nie dotrzymują tego kroku
szachiści i gracze w go, konkurujący z komputerami. Ogromna większość z nas nie
ma nawet pojęcia, co wpływa na nasze zachowania w necie i w życiu. Można co
najwyżej wbić się w główny nurt współczesnych badań naukowych, by nie wypaść z mainstreamu
życia zawodowego, lecz nasza przegrana jest coraz bliżej. Rodzi się nowe życie,
którego forma jest poza zasięgiem naszych fizycznych zmysłów. Nic na to nie
poradzimy. Światem zawładnął chaos. Poddaliśmy się dyktatowi sterowanej przez
nietransparentne korporacje światowej idiotokracji.

Ciekawe to, że nie czuję się nawet
przerażony. Przyroda nie wymyśliła sama z siebie co dobrem a co złem. Pojęcia
dobra i zła są wyłącznie rezultatem antropocentrycznych spostrzeżeń dotyczących
zachowań wszelkich żywych istot, uświadomionym wytworem języka, za pomocą
którego uzasadniamy ochronę własnego biologicznego interesu. Dobre to, co mnie
chroni i mi służy, złe to, co mi zagraża.
Nikt więc nie zagwarantuje, że
sztuczna inteligencja nie przejmie tej prostej dialektycznej dychotomii i nie zastosuje
wyłącznie do siebie. Amen.