niedziela, 13 sierpnia 2017

Czy kobiety mogą obyć się bez słów?




Najbardziej wyrafinowana dyskusja najwybitniejszych intelektualistów wydaje się niczym wobec monologu Natury. To dlatego uwielbiam być sam o świcie. Gdy wokół żywej duszy.


Czasem próbuję wyobrazić sobie dyskusję z tuzami tego świata, na przykład z noblistką Wisławą Szymborską, której błyskotliwe skojarzenia i zdolność operowania słowem budziły nie tylko zachwyt, ale i respekt. Czy z introwertyczną obrończynią Puszczy Białowieskiej, Simoną Kossak, nad której sagą pochylam się od tygodni, próbując zrozumieć, w czym rzecz…


Czy miałbym szansę rozmawiać z nimi jak równy z równym? Gdybym na przykład wygrał konkurs, w którym nagrodą byłaby uroczysta kolacja w ich towarzystwie?...


Mając wątpliwości, myślę wówczas, że jedynym ratunkiem przed ucieczką w banał byłaby zmiana entourage’u… Świt na Helu… Wschód słońca nad Łyną albo nad Wisłą… Symfonia Lasu Warmińskiego wiosną… Brzask na szczycie Trzech Koron…


W takim otoczeniu słowa, finezyjne uwagi, intelektualne podniety przestają cokolwiek znaczyć. Natura przemawia całym swoim jestestwem i przenika do myśli wszystkimi dostępnymi zmysłami. Świat zewnętrzny przegląda się w naszej świadomości niczym my sami w lustrze… I jest to tak zajmujące, że słowa stają się zbędne, a błyskotliwa rozmowa, nawet prowadzona szeptem, zdaje się trywialna…


To właśnie powód, dla którego o świcie chcę być sam.


Nie wiem, czy Wisława Szymborska zechciałaby dyskutować, nie używając słów. Już prędzej Simona Kossak, dla której Puszcza Białowieska stała się emanacją kosmosu…


Dla większości z nas Natura jest niewygodna. Trawa twarda, wilgotna, pełna dokuczliwych insektów… Woda nieprzenikniona, głęboka, pełna pułapek, zdradliwych mielizn i głębin… 




























Las groźny, skrywający żmije, trujące grzyby, uschnięte konary wiszące nad głową niczym miecz Damoklesa, groźne i nieprzewidywalne (w naszej pokręconej imaginacji) zwierzęta…





Gdyby Natura była wygodna, ludzkość nie wymyśliłaby architektury, do której łatwiej się dostosować…


I czy kobiety potrafią obyć się bez słów?...

wtorek, 6 czerwca 2017

Przeczytałem opowieść o niezwyczajnym życiu Simony Kossak


Przeczytałem Opowieść o niezwyczajnym życiu Simony Kossak autorstwa Anny Kamińskiej. Jednym tchem. I wpadłem w zamyślenie. Poczułem się tak, jakbym, uwielbiając las, oczekiwał akceptacji ze strony tegoż lasu. Na którą trzeba bardzo bardzo zasłużyć. W przypadku bohaterki książki to las zdawał się oczekiwać akceptacji z jej strony. I ją miał. Bezwarunkowo.


Przeczytajcie sami. Bo ja nie potrafię zrecenzować tej książki tak, aby dać właściwe świadectwo tej niezwykłej postaci. W której zogniskowały się wszystkie genialne przebłyski zsumowanego intelektu krakowskiej inteligencji. Zamiast więc własnej opinii – zestaw wybranych fragmentów przybliżających tę niezwykłą postać polskiego humanizmu, polskiej nauki i polskiej kultury w jednym.

O facetach z pobłażaniem
Nie ma sensu być w życiu zazdrosną o facetów – to też mi tłumaczyła. O facetach mówiła, że to worek z plemnikami na dwóch nogach, który ma dotrzeć do jak największej liczby kobiet, by przedłużyć gatunek. I to, że on zdradza, nie ma nic wspólnego z psychiką, z emocjami, z relacją, z więzią, z działaniem z premedytacją. To nie jest tak, że faceci są źli, oni taką mają biologię. Prawdziwa samica dba o to, by samiec ją chronił, wracał i dostarczał żywności oraz dawał poczucie bezpieczeństwa.
Uważała jednak, że faceta można oswoić, i to absolutnie każdego tygrysa. Jak facet uważa się za najważniejszego na świecie i ma do ciebie o coś pretensję, to przyznaj mu rację, nawet gdy absolutnie jej nie ma. Powiedz: Kochanie, ależ oczywiście! I zobaczysz, jaki on będzie szczęśliwy – tłumaczyła. Zanalizuj czyjeś wzorce zachowania – mówiła, i działaj tak, jakby ktoś tego oczekiwał. To, że on myśli, że wygrał, niech sobie myśli, ty wiesz, kto ma rację. I zobaczysz – będziesz miała to, co będziesz chciała. Jak ktoś ma ochotę być z kimś i pozna instrukcję obsługi, to potem czerpie ogromną radość z oswojenia tygrysa.

O sarnach, bohaterkach jej doktoratu
Stadko moich saren, które wychowałam na butelce i potem przez wiele lat chodziłam z nimi po lesie – wspominała – któregoś dnia wykazywało objawy przepłoszenia, strachu i nie chciało wyjść na uprawę leśną, żeby się paść. I ja zaczęłam iść w kierunku młodnika, bo tam się te zwierzęta patrzyły z uszami postawionymi i zjeżonymi kuperkami, widać, że coś tam bardzo groźnego w tym młodniku jest. Przeszłam mniej więcej połowę drogi tej otwartej przestrzeni i zastopowało mnie, bo usłyszałam za sobą chóralne szczekanie pełne grozy, więc się odwróciłam i co zobaczyłam? (...) Pięć moich sarenek stało na sztywno wyprostowanych nóżkach, patrzyło na mnie i wołało do mnie tym szczekaniem: nie idź tam, nie idź tam, tam jest śmierć! Przyznam się szczerze, że osłupiałam, po czym jednak poszłam. I co się okazało. W tym młodniku były świeże ślady przejścia rysia. Weszłam głębiej w gąszcz i znalazłam kał rysia, i on rzeczywiście był ciepły, bo przyłożyłam rękę. Co to znaczyło? Znaczyło, że wdarł się do zagrody drapieżnik, sarny go zauważyły, , uciekły i były spłoszone i co zobaczyły? Matkę idącą nieświadomie na pewną śmierć, trzeba ją ostrzec, i dla mnie, przyznam się szczerze, ten dzień był przełomowym dniem. Przekroczyłam granicę, która dzieli świat człowieka od świata zwierząt. Gdyby nas od zwierząt oddzielała szyba, mur nie do przebicia, zwierzęta by się mną nie przejęły. My jesteśmy sarny, ona jest człowiek, co ona nas obchodzi? Jeżeli one mnie ostrzegły (...), oznaczało to tylko i wyłącznie jedno: jesteś członkiem naszego stada, nie chcemy, by zdarzyła ci się krzywda. Przyznam się szczerze, że przeżywałam to zdarzenie przez wiele dni i właściwie dzisiaj, jak myślę o tym, miękkie ciepło na sercu odczuwam. Jest to dowód, jak można by się zaprzyjaźnić ze światem dzikich zwierząt”.

O obronie Puszczy Białowieskiej
To była najlepsza Rada Naukowa, jaką pamiętam – przyznaje Janusz Korbel, członek rady. – Simona nie zgadzała się na żadną ingerencję naukowo-badawczą w puszczy. Żadnego nawiercania drzew i łapania zwierząt w potrzaski. Za jej czasów Puszcza Białowieska była rewelacyjnie chroniona. Nikt nigdy wcześniej ani chyba później nie stanął tak kategorycznie w obronie nienaruszalności przyrody Białowieskiego Parku Narodowego jak Simona.

O pokrętnej etyce myśliwych
Wszyscy jesteśmy potomkami minionych pokoleń. Niektórzy z nas chlubią się przodkami zasłużonymi dla kraju, o których przetrwała dobra pamięć. (...) Przyjemnie też pogrzać się w cieple sławy. Nie lubię tej roli i nigdy w niej nie występuję. Przyjechałam więc z innego powodu.
Od ludzi noszących wielkie nazwisko wymaga się, by nie przynosili wstydu. Uważam, że to za mało. Jeśli przyznajemy się do wielkich czynów naszych antenatów, musimy też wiedzieć, co w ich postępowaniu było naganne i czego złe następstwa działają do dziś. Naszym obowiązkiem, wypływającym ze wspólnoty nazwiska i więzów krwi, jest to zło naprawić. Szczególnym łącznikiem pomiędzy Juliuszem, Wincentym Polem i mną jest łowiectwo. Mam jednak określone zdanie na temat zabijania dzikich zwierząt, oparte nie tylko na emocjach, lecz także na faktach naukowych.
Rozpatrując polowania od strony etycznej, uważam, że zabijanie zwierząt wyłącznie dla rozrywki było i jest niegodne człowieka cywilizowanego. Mam pod ręką garść wspomnień łowieckich różnych – nawet wspaniałych autorów – i wszystkie budzą wstręt swoją obłudą i okrucieństwem. Obłudą, bo panowie udają, że kochają przyrodę, a zwierzęta szczególnie, a okrucieństwem, bo po zachwytach: «jaki on silny i śliczny» zawsze następuje scena mordu niewinnej ofiary. (...)
Poglądy na myślistwo Pola i Juliusza Kossaka potępiam. Jako ludzie wrażliwi: artyści, apologeci przyrody, musieli sobie zdawać sprawę z niemoralności zabijania dla rozrywki, z całej brzydoty towarzyszącej łowom. Stworzyli więc nieprawdziwy, estetyczny, wręcz piękny mit szlachetnych łowów, jako miłej i godziwej rozrywki. (...) Jestem absolutnie przeciwna zabijaniu jako rozrywce w poetycznej otoczce łowieckich mitów. (...) Taka dzika gęś zawarła małżeństwo na całe życie, a teraz jej partner leży martwy. Siada więc w pobliżu, mimo strachu przed człowiekiem, i rozpacza w głos. Prawie nigdy nie zdarza się, by już kiedykolwiek połączyła się w parę z jakimś samcem. I na to wszystko spokojnie patrzy wrażliwy artysta. Nie tylko patrzy, on jest sprawcą bólu i cierpienia. Człowiek subtelny, czujący przyrodę i z nią współczujący, nie zniesie widoku polowania. To widok nieestetyczny”.



Sięgamy po książkę Petera Wohlebbena o Duchowym życiu zwierząt, okrzykniętą międzynarodowym objawieniem, gdy pod ręką mamy twórczość Simony Kossak. Przemawiającą do wyobraźni o wiele dosadniej. Mającą swoje źródło w odkryciach naukowych i osobistych przeżyciach najwybitniejszej - moim zdaniem - humanistki wśród polskich biologów ostatniego stulecia. Simona powinna być dzisiaj ikoną obrońców najważniejszej części polskiego dziedzictwa narodowego – ojczystej Przyrody. 

piątek, 19 maja 2017

Czytając Historię Życia Richarda Southwooda...

Czytając Historię Życia Richarda Southwooda, natrafiłem na wymowny fragment.

Gdy jedno życie zamiera, drugie właśnie rozkwita

Chociaż pierwsze drzewa powstały pod koniec okresu dewońskiego, prawdziwą epoką lasów jest karbon. Ich pojawienie się wywarło głęboki wpływ na inne formy życia, przyczyniając się do wykształcenia umiejętności latania i dwunożności wśród zwierząt. Jednak kluczowym rezultatem obecności drzew jest duże zwiększenie dostępnej przestrzeni życiowej (...), ponieważ, podobnie jak rafy koralowe, dostarczają one dodatkowej ekoprzestrzeni. Jej wielkości nie da się precyzyjnie oszacować na podstawie drzew kopalnych, ale pomiary wykonanie niedawno na starym, lecz przeciętnych rozmiarów buku dostarczyły pewnych danych. Powierzchnia gleby zajmowana przez pień tego drzewa wynosiła sześć metrów kwadratowych, natomiast jego całkowita, wynikająca z obliczeń, powierzchnia sięgała jedenastu tysięcy metrów kwadratowych (ponad hektar). Oznacza to, że była ona tysiąc osiemset razy większa (od powierzchni zajmowanego gruntu - przypisek mój). Oczywiście wliczała się do niej powierzchnia górnych i dolnych stron liści, gałęzi i kory, a także powierzchnia pod korą martwych konarów. Do życia w tej ekoprzestrzeni przystosowało się wiele organizmów. Cała powierzchnia drzewa może być opanowana przez różnego rodzaju grzyby. Na pniu i konarach mogą rosnąć rośliny (epifity), takie jak paprocie i mchy. We wszystkich tych miejscach można spotkać różne gatunki małych zwierząt, z których każdy zajmuje odmienną niszę; na przykład chrząszcze żyjące pod korą martwych gałęzi, którym za pożywienie służą strzępki grzybni przerastającej drewno. Występowanie większych zwierząt, takich jak ptaki czy wiewiórki, będzie ograniczone do masywniejszych struktur - gałęzi i pnia - lecz nawet tym zwierzętom drzewo dostarcza znacznie więcej przestrzeni życiowej niż obszar gruntu pod nim. Ocieniana przez gałęzie ziemia jest nadal dostępna dla cieniolubnych roślin i organizmów zamieszkujących w ziemi oraz na jej powierzchni, począwszy od grzybów, a na jeleniach skończywszy. Stare drzewo miewa dziuple i wypróchniały od środka pień, co zapewnia schronienie wielu kręgowcom, takim jak węże, ptaki, nietoperze i gryzonie (..). Te powiązania pojawiły się szybko po powstaniu drzew, jak świadczą choćby znaleziska sfosylizowanych jaszczurkokształtnych gadów w pustych pniach drzew pochodzących z karbonu.

W naturze nic się nie kończy raz a dobrze, zawsze jest jakiś ciąg dalszy

Puszczy i sawannom zawdzięczamy swój ewolucyjny sukces i dominującą pozycję w świecie ożywionej przyrody. Zamiast jednak szanować środowisko, które nas wyhołubiło, traktujemy je w najbardziej barbarzyński sposób, niszcząc wszystko dookoła w imię doraźnych korzyści i pozbawiając się bioróżnorodności. Zamiana puszcz i lasów w plantacje drzew - w świetle tych udokumentowanych  stwierdzeń - która  nasiliła się w Polsce kilka lat temu i przyspieszyła od czasu nastania "dobrej zmiany", pozbawi nas autentycznej, niezakłamanej części naszego historycznego dziedzictwa narodowego, którego korzenie tkwią w geologicznej prehistorii Ziemi. 

Mikrokosmos wierzby w wiślanym łęgu

Zagrożona rozrostem ludzkiej populacji Natura nie zasługuje na dalszą eksploatację przypominającą konkwistę. Zacznijmy czynić Ziemię sobie poddaną w duchu Avatara.

niedziela, 14 maja 2017

O duszy zwierząt, podążając za Peterem Wohllebenem


Zamyślona sójka

Przeczytałem Duchowe życie zwierząt Petera Wohllebena.

Kombinująca rybitwa

Wbrew oczekiwaniu wielu obrońców zwierząt autor nie popłynął i nie stwierdził, że świat myśli i emocji zwierząt jest tożsamy ze świadomością ludzi. Stwierdził natomiast to, co podejrzewano od dawna – zwierzęta, te duże i te małe, myślą, często abstrakcyjnie; przeżywają smutki i radości; doznają przyjemności i bólu, strachu i poczucia bezpieczeństwa; odczuwają upływ czasu, nadejście starości; przeżywają śmierć bliskich często z poczuciem wielkiej straty; są obdarzone instynktem macierzyństwa; bywają zdolne do adopcji dzieci własnych a nawet cudzych gatunków… Ich zachowania częstokroć przypominają ludzkie. Ich emocje są o wiele bogatsze, niż sądzono jeszcze w ubiegłym stuleciu…

Gdy zawodzi instynkt

Wskazał fakty świadczące o zaskakujących stadnych powiązaniach w świecie owadów, jeleniowatych, drapieżników; dowodzące wielopokoleniowych więzi w rodzinach kruków, kawek, gawronów, bobrów, borsuków, dzików; wskazujące na niezwykłe zdolności komunikacyjne między osobnikami tego samego gatunku; potwierdzające pamięć długotrwałą cechującą mieszkańców lądów, wody, przestworzy i udomowione zwierzęta; świadczące o instynktownej potrzebie zachowania czystości i higieny…

Życie rodzinne

Naświetlił, jak wiele jeszcze czeka nas badań i dociekań, by zrozumieć duchowe życie zwierząt: tych dzikich i tych oswojonych. Które traktujemy z niezwykłą arogancją wypływającą z historycznej ignorancji tylko dlatego, że mamy nad nimi przewagę technologiczną, dominujemy powodowani chciwością, usprawiedliwiając się koniecznością zaspokajania własnych często wydumanych potrzeb kosztem utylitarnie traktowanych gatunków, i dlatego, że posiadamy zdolność antropocentrycznego przekształcania świata w myśl bożego przykazania o czynieniu Ziemi sobie poddanej…

Estetyczne doznania kormoranów

Ta książka przemawia do wyobraźni równie mocno co przesłanie Avatara czy Pokotu Agnieszki Holland.




























Macierzyństwo

Czytając Duchowe życie zwierząt, miewałem wrażenia podobne tym, jakie towarzyszyły lekturze Inteligencji emocjonalnej Daniela Golemana, książki poświęconej rezultatom psychologicznych badań nad wpływem doznawanych emocji na nasze życiowe losy. Badania obaliły mit, że tylko osobnicy o najwyższym IQ są predestynowani do osiągania ponadprzeciętnych sukcesów. Jeśli brak im inteligencji emocjonalnej, to tak naprawdę ich osiągnięcia są zależne od mniej inteligentnych według klasyfikacji IQ ludzi, za to obdarzonych wysoką inteligencją emocjonalną i empatią, której często nie mają ludzie genialni i bez której nie są zdolni nie tylko do przywództwa w grupie lecz także do kierowania własnym losem.

Gody rybitw

I nagle, ku swojemu zdumieniu, zacząłem odkrywać w książce Wohllebena podobne wątki dotyczące licówek, łań przewodniczek, które swoją pozycję w chmarze zawdzięczają życiowemu doświadczeniu; dominujących w stadzie loch, które często pełnią rolę akuszerek, pomagając młodszym matkom podczas porodów czy młodszym lochom w roli przedszkolanek dla warchlaków; rodzinnych jaźwców budujących nory z wieloma wyjściami i osobne dołki kloaczne podobne do naszych sławojek, w dodatku tolerujących towarzystwo lisów lub jenotów; żyjących w wielopokoleniowych rodzinach bobrów, akceptujących w norach lub w żeremiach obecność wydr; wilczych rodzin wspólnie troszczących się młode; kruków obdarzonych pamięcią tak długotrwałą, że są w stanie rozpoznać krewniaków po latach rozłąki i nazywać ich po imieniu we własnym kruczym języku…

Poczucie bezpieczeństwa

Wmawiamy sobie, że jesteśmy jedynym myślącym gatunkiem na Ziemi, gdy fakty pokazują zupełnie inny stan rzeczy. Coraz więcej ludzi dostrzega, że przedmiotowe traktowanie zwierząt staje się przejawem barbarzyństwa i zacofania. Że zwierzęta pozyskane na polowaniach czy pozyskane w wielkoprzemysłowych i lokalnych rzeźniach, z naciskiem na słowo pozyskane, to nadal po prostu zwierzęta zabite. Jedne przez pasję łowiecką, inne w celu pozyskania surowca niezbędnego do wyprodukowania przetworzonych produktów mięsnych… W tym kontekście żywność wyrzucona do śmietnika staje się symbolem najbardziej potwornego przejawu czynienia Ziemi sobie poddanej… Wyrzucając zepsute mięso (oczy jadły, gdy kupowaliśmy, chociaż nie odczuwaliśmy głodu), przestajemy różnić się od ludzi, którzy eksterminowali wielomilionowe stada bizonów tylko po to, by pognębić Indian, czy od wiktoriańskich kolonizatorów, którzy z potrzeby uwolnienia terenu pod plantacje kawy potrafili rozstrzeliwać ogromne stada afrykańskich zwierząt z armat i karabinów maszynowych. Tyle że już nawet nie uświadamiamy sobie, iż mięso to zwłoki hodowlanych czy pozyskanych w drodze myśliwskiej imprezy zwierząt…

Łabędzie w siedlisku zaprojektowanym i urządzonym przez bobry

Tymczasem komunikacja między zwierzętami tego samego gatunku lub pochodzącymi z odrębnych gatunków to sfera czekająca na swoich odkrywców… Rzeźne świnie i dziki przewyższające inteligencją i empatią większość ssaków lądowych (samo uświadomienie sobie tego faktu odstręcza od jedzenia ich mięsa) … Kruki i papugi o niepomiernie mniejszych niż ludzkie mózgach, które przejawiają inteligencję dorównującą inteligencji naczelnych… Pszczoły, które żyjąc w zorganizowanym roju, potrafią dzielić się pracą i działać społecznie… Mrówki tworzące plemiona zdolne do prowadzenia zaplanowanych wojen terytorialnych… Śluzowce (ni to grzyby, ni to pierwotniaki) obdarzone instynktem poruszania się po optymalnie dobranych drogach w poszukiwaniu jedzenia… Instynktowne umiejętności pełzających śluzowców są porównywalne z umiejętnościami wybitnych twórców miejskiej infrastruktury komunikacyjnej wspieranych przez komputerowe systemy projektowe…

Chmara

To wszystko potwierdza, że inteligencja i życie emocjonalne są uniwersalnymi cechami istnienia wszelkich form życia na Ziemi. Być może zostaniemy zmuszeni w badaniach inteligencji i życia emocjonalnego przedstawicieli świata zwierząt odwołać się do wielu dziedzin nauki, w tym do neurologii i teorii chaosu, fizyki kwantowej, ogólnej teorii względności, geometrii nieprzemiennej i całego mnóstwa innych dziedzin matematyki, fizyki, chemii, biologii, za pomocą których usiłujemy wyjaśnić zjawiska zarówno w mikroskali jak i w makroskali.

Gdy testosteron opadł

Ludzi czeka kolejna bolesna droga do uświadomienia sobie, że nie są pępkami świata przyrody ożywionej. Jeśli przyswoimy sobie tę wiedzę i zmienimy swoją egzystencję, ustępując przestrzeni wszystkim innym formom życia na Ziemi, dokonamy we własnych umysłach kolejnego przewrotu kopernikańskiego.

Matka prowadząca młode pod osłoną trawy

Ta lektura zmusza do zastanowienia się nad własną egzystencją, koniecznością ograniczenia konsumpcji do niezbędnego poziomu, bez czego nie da się  zmniejszyć swojego ekologicznego odcisku (indywidualnego wpływu na środowisko). Musimy podzielić się przestrzenią z pozostałą częścią ożywionej przyrody i przestać czynić ziemię sobie poddaną w dotychczasowy barbarzyński sposób, bo nie wiadomo, czym dla nas skończy się odarcie własnego świata z bioróżnorodności.

Spokój

Warmię i Prusy zamieszkiwały plemiona, które współżyły z puszczą w harmonii, oddając cześć najwspanialszym drzewom, świętym gajom, rzekom, jeziorom, traktując zwierzęta nie tylko jako dobro użytkowe lecz także uznając ich prawo do współzamieszkiwania. Zostały pokonane przez zakon, który uczynił tę krainę sobie poddaną, potraktowawszy wszystkie świętości Prusów jedynie jako zasoby niezbędne do zbudowania nowego państwa z odmiennym ładem społecznym. Nasza hegemonia w świecie zwierząt i roślin doprowadziła już do szóstego (siódmego doliczając wyginięcie beztlenowców w okresie rozwijania się sinic odpowiedzialnych za uwolnienie tlenu do pierwotnej atmosfery) wielkiego wymierania na Ziemi w jej geologicznej historii.

Czy te oczy mogą kłamać?
Stephen Hawking określił w ostatnich swoich publicznych wystąpieniach zasadnicze zagrożenia dla istnienia ludzi jako gatunku: spotkanie z obcą cywilizacją; nie dającą się kontrolować sztuczną inteligencję, której coraz większą obecność odczuwamy w Internecie i w przemysłowych procesach technologicznych; dewastację naszej planety niepohamowanym i niezrównoważonym rozwojem gospodarczym; niekontrolowane manipulacje genetyczne w świecie roślin i zwierząt pod pretekstem rozwoju biotechnologii. Ciekawe, że pominął zagrożenie płynące z najbliższego nam kosmosu czy mające swoje źródło w nieprzewidywalnej aktywności geologicznej Ziemi.

Przyjaźń
Duchowe życie zwierząt to jeszcze jeden przyczynek do rozważań o kondycji ludzkości i przyszłości natury (przyrody) naszej planety. Książka dostarcza nowych argumentów za podjęciem działań na rzecz ochrony środowiska. W krajach skandynawskich i zachodniej Europy, Nowej Zelandii czy Szwajcarii obejmuje się coraz większe obszary ochroną. Na portugalskiej Maderze i na wyspach Nowej Zelandii wyłączono z użytkowania gospodarczego już ponad połowę całego terytorium. W krajach skandynawskich uchwalono wyłączenie z eksploatacji praktycznie wszystkich kompleksów leśnych – potrzebne drewno postanowiono importować między innymi z Polski, a fabryki uzależnione od tego surowca już od lat przenosi się do Polski (patrz Ikea). Pora, byśmy zaczęli myśleć o naszym środowisku inaczej, szanując prawa braci mniejszych. Czyńmy Ziemię sobie poddaną w duchu Avatara a nie w duchu konkwisty.


Młodość


Czy te oczy kłamią?
 

Inżynier i architekt krajobrazu w jednym


Rodzinne ciepło