Etykiety

2012 (2) 2015 (1) AGI (13) AI (12) Albert Einstein (3) Andrzej Dragan (9) Andrzej Drawicz (1) Andrzej Kruszewicz (1) Anna Kamińska (1) Artur Ekert (1) atraktory (2) August Klemens Popławski (2) Ballestrem (1) Bałdy (1) Bałtyk (3) Białowieża (1) Białowieża szeptem (1) bifurkacje (1) big-tech (5) bioróżnorodność (1) Bobolice (1) bóbr (1) Buje (1) Butryny (1) Bystrzyca Dusznicka (1) Bystrzyca Kłodzka (1) C'est bien fait (1) chaos (5) Chat GPT (14) Chorwacja (2) Chwalęcin (1) Ciszyca (1) Cykle czasu (2) Cytadela warszawska (1) czarne dziury (2) Czersk (1) Czesław Miłosz (1) człowiek (1) Daniel Goleman (1) David Deutsch (2) Dolny Śląsk (2) Dom Kupca (1) drawings (1) Droga do rzeczywistości (2) Drwęca Warmińska (1) drzewo (1) Duchowe życie zwierząt (1) Duszniki Zdrój (2) dzik (1) École de Paris (1) edukacja z AI (2) ekologia (1) Emma Noether (1) Ernst Wiechert (1) espada (1) Estonia (1) FABLE 5 (2) facebook (1) filozofia techniki (1) fizyka kwantowa (2) Fotograficzna Mapa Warmii (1) fraktal (2) fraktale (1) Frank Wilczek (2) Funchal (1) Galileusz (1) Gałczyński (1) Gassy (1) Glappo (1) Głuchołazy (1) Goethe (1) Góra Kalwaria (1) Górkło (1) GPT6 Astra (1) grafika (1) Groznjan (1) Hanza (1) Hel (2) Helena Piotrowska (2) hipokryzja (1) Historia życia (1) Hiszpania (1) hodowla (1) Houston mamy problem (1) Igor Newerly (2) Inteligencja emocjonalna (1) internet (2) Itaka (1) Iwona Altmajer (1) Jagodne (1) Jakub Kubicki (2) James Gleick (2) James Rebanks (1) January Suchodolski (1) Jastarnia (1) Jedwabno (1) jeleń (1) Jeziora Plitwickie (1) Jeziorka (2) Jezioro Hołny (1) Jezioro Łańskie (2) Jezioro Nidzkie (2) Jezioro Nyskie (1) Jezioro Otmuchowskie (1) Jezioro Pluszne (2) Joanna Wilengowska (1) Józef Chełmoński (1) Józef Pankiewicz (1) Juliusz Kossak (1) Jurata (1) kajak (1) Kanał Gliwicki (1) Kant (1) kapitalizm inwigilacji (4) Karen Hao (3) Kaszuby (1) Katarzyna Grochola (1) Kepler (1) Kislig (1) Kłodzko (1) Konstancin-Jeziorna (2) Konstanty Ildefons Gałczyńki (4) Kopernik (1) Kotlina Kłodzka (3) Krasnogruda (1) Kronika olsztyńska (1) Kroniki olsztyńskie (1) Krosno (1) kryształ czasu (1) Kwantechizm (1) Lawendowe Pole (1) Lidzbark Warmiński (1) Liw (1) Liwiec (1) Lorenz (1) Ludzie dnia wczorajszego (2) Łabuny Duże (1) Łabuny Małe (1) Łachy Brzeskie (1) Łazienki (1) łoś (1) łowiectwo (1) Łukasz Stanaszek (1) Łyna (2) Maciej Kawecki (6) Madera (1) malarstwo (1) Mandelbrot (2) Marek Kwiatkowski (1) Maria Skłodowska-Curie (1) Marian Mokwa (1) Marózka (1) Marseille (1) Mazowsze (12) Mazowsze Uniwersytet Warszawski (1) Mazury (9) mechanika kwantowa (1) miasta hanzeatyckie (1) Mirów (1) Młochów (1) Modlin (1) Morąg (1) Mostowice (1) MYNTHOS 5 (2) Nadwiślańskie Urzecze (3) nasze relacje ze zwierzętami (1) Newton (1) nic (1) Nieborów (1) niebyt (1) Nieznane więzi natury (1) Niobe (2) Nowa Wieś (1) Nowe Kawkowo (1) Nowe Ramuki (1) Nysa (1) Nysa Kłodzka (2) Oboźna (1) Olga Tokarczuk (1) Olsztyn (2) OpenAI (2) Orneta (1) Oscar Wilde (1) Osetnik (1) Otmuchów (1) Pablo Picasso (1) paintings (1) pałace (1) Panoramio (9) Peter Wohlleben (2) petrelpiotr (17) Pisia Gągolińska (1) Pisz (1) Pluski (2) Pławniowice (2) Podlasie (2) Podłęcze (1) Poincare (1) Polanica Zdrój (1) Potok Służewiecki (1) powódź 1997 (1) Powstanie Warszawskie (1) Pozwól innemu być (1) Pranie (2) Prowadź swój pług przez kości umarłych (1) Prudnik (1) Przykop (1) Przyszowice (1) Pupki (1) puszcza (2) Radziejowice (1) Richard Southwood (1) Robert Oppehneimer (1) Roger Penrose (9) rozczarowanie AI (1) Ruciane-Nida (1) rybitwa (1) rzeźnia (1) Santa Cruz (1) sarna (1) Sekretne życie drzew (1) Shoshana Zuboff (4) Shoshana Zubow (4) Siewierz (1) Simona Kossak (2) Sławięcice (1) sokolnictwo (1) Sokrates (1) Solaris (5) Sowia Góra (1) sójka (1) Spalona (1) Stanisław Lem (11) Stara Sucha (1) Stare Kawkowo (1) Stephen Hawking (4) strelicja (1) suwalszczyzna (2) Szczytno (1) sztuczna inteligencja (9) Śląsk Opolski (1) środowisko (1) Tallin (1) Tamara Łempicka (1) teoria względności (3) terra nulla (1) This is IT (12) Tytani (2) Urzecze (2) uspołecznienie AI (1) Utrata (1) Vila Gale (1) Villa la Fleur (1) Walerian Kronenberg (1) Warmia (16) Warszawa (4) Wiercibaba (1) Wilanów (2) Wilanówka (1) wilk (1) Wisła (6) Wisława Szymborska (2) Włodzisław Duch (1) Wojciech Altmajer (1) Wojciech Zaremba (1) wrażenia (3) Wstęp do Astrofizyki (1) Wszechświat (2) wymieranie (1) Wyspy Świderskie (1) Wyspy Zawadowskie (1) YouTube (1) Za Opiwardą za siódmą rzeką (1) zając (1) zakrętasy (1) zamki (1) Zatoka Gdańska (1) Zbigniew Chojnowski (2) Zbigniew Herbert (1) zero (1) Zieleniec (2) Ziemia (1) Zygmunt Vogel (1) żuraw (1)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą suwalszczyzna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą suwalszczyzna. Pokaż wszystkie posty

piątek, 4 stycznia 2019

Krasnogruda versus Pranie


Miłoszówka w Krasnogrudzie

Czesław Miłosz pasuje do każdego piedestału.

W Praniu

Żaden piedestał nie pasuje do Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego.

Miłosza widzę na postumencie godnym Adama Mickiewicza z Krakowskiego Przedmieścia w Warszawie. 


Gałczyński siedzący na pniaku z bosymi nogami w trawie, zwrócony ku Jezioru Nidzkiemu, w towarzystwie słuchaczy jego poezji to brat łata. Kompan do wędrówki kajakowej. Nie nadaje się na postać z wzniosłego pomnika.

W Krasnogrudzie

Literatura Miłosza epatuje przenikliwością, głębią, doniosłością; wszystkim tym, co wydaje się istotne. A jednak „Zniewolony Umysł” czytałem (aczkolwiek z fascynacją towarzyszącą lekturze dzieł zakazanych) z narastającym niepokojem podobnym do odczuć starego Żyda ze szmoncesowego dowcipu cytowanego we wstępie do tej książki. W pewnej chwili przyszła mi do głowy konstatacja:
- On ma wielką rację, ale to racja cokolwiek podejrzana.
Miłosz zdawał się okazywać zwykłemu zjadaczowi chleba swoją przewagę intelektualną.

Gęś się zieleni w zieleni

Gałczyński niczego nie udowadniał. Składał słowa w wiersze z biegłością motyla trzepoczącego na słońcu, nadając każdej błahostce ulotne piękno. Po czytaniu często czuję lekkość bytu.

Jezioro Hołny

Miłosz o sprawach najprostszych, także w „Piesku przydrożnym”, mówił z patosem. Jakby chciał udzielać życiowych porad.

Gałczyński bawił się słowem. Jego skojarzenia, często prowadzące na manowce, nadawały się równie dobrze do Zielonej Gęsi jak i do cyrku Monty Pythona.

Miłosza czyta się z nieznośną powagą.

Z Gałczyńskim mi często do śmiechu albo krotochwili.

Miłosz świetnie znajdował się w świecie korporacji.

Gałczyński był wyznawcą poglądu, że człowieka stworzono do odpoczynku. O swojej pracy urzędniczej, jeśli się taka trafiała, wypowiedział słowa, pod którymi i ja się podpisuję:
Jeden kretyn pisze biuletyn, drugi kretyn czyta biuletyn.”

Jezioro Nidzkie

Miłosz pięknie zdiagnozował powojenny socjalizm z punktu widzenia pisarza uwikłanego w kanony socrealizmu.

Gałczyński niczego nie diagnozował. Czuł tylko, że jest w czarnej d… (każdy może wypełnić kropki literami według własnego uznania, przyjmując za punkt wyjścia rozważania o ludzkiej budowie albo o naturze Wszechświata). Co zresztą przypłacił przedwczesną śmiercią. 

Cóż. Zapewne ciągle czuł się motylem po napisaniu epitafium „Na śmierć motyla przejechanego przez ciężarowy samochód”:
- „Niepoważny stosunek do życia/figla ci w końcu wypłatał/nadmiar kolorów, brak idei/zawsze się kończą wstydem/i są wekslem bez pokrycia/mój ty Niprzypiąłniprzyłatał!

Czyż to nie zasługa pochodzenia społecznego? Czyż ich pisarskie losy nie są dowodem słuszności tezy Karola Marksa o bycie kształtującym świadomość?

W Miłoszówce


Miłosz wyszedł ze środowiska dworskiego, przesiąkniętego tradycjami szlacheckimi. Na frontonie dworku w Krasnogrudzie, należącego przed II wojną światową do Kunatów, z których wywodziła się mama Miłosza, dzisiaj siedziby Międzynarodowego Centrum Dialogu a zarazem muzeum Miłosza, widnieje pretensjonalny napis:
Bieda temu kto wyrusza i nie powraca…”.
Tekst anachroniczny w świecie skurczonym do niewielkiej sfery oplątanej Internetem, przekształconym do rozmiarów globalnej wioski, z zanikającymi granicami, gdzie wszystko jest w zasięgu ręki.

Gałczyńskiego ukształtowała robotnicza warszawska Wola, okolice ulicy Towarowej, a potem knajpy i kawiarnie przedwojennego Śródmieścia. Chwytał życie w lot. Był daleki od jakiegokolwiek zadęcia. Nie zamierzał poprawiać świata, kształtować narodowych losów. Żył chwilą, a swoje życie zamieniał w nieobliczalne widowisko. Nawet wtedy, gdy kiblował w niemieckich stalagach, pętał się na powojennej emigracji, siedział w krakowskiej kamienicy dla literatów…


We wnętrzach Miłoszówki
Krasnogruda była uporządkowanym światem. Dworek schludny, park wokół urządzony, gospodarstwo zadbane. W tym otoczeniu wszystko było jakieś takie poukładane. Jak twórczość Miłosza. W końcu człowiek doświadcza znużenia. Bo ileż można rozpamiętywać wrażenia znad Jeziora Hołny, które kajakiem opłyniesz w godzinę a poznasz w dzień. Nawet chwile, mimo upływu czasu, zdają się podobne do siebie.

Jezioro Nidzkie

Pranie Gałczyńskiego było prymitywne, nieumeblowane, zamglone, zasnute niedomówionymi klimatami. Za to symfoniczne – wystarczyło stanąć na krawędzi skarpy i gapić się na panoramę Jeziora Nidzkiego. W takim otoczeniu Gałczyńskiemu łatwo przychodziło pisanie o rzeczach wielkich. Jednak nie tracił naturalnej skłonności do błyskotliwych skojarzeń.

Lilia w jeziorze Hołny

Miłoszowy jesion

Krasnogruda to świat przez szybę. Jedno z siedlisk wielkiej poukładanej literatury.

Jezioro Nidzkie

Pranie to mój świat. Dotykalny. Naznaczony stosunkiem emocjonalnym. Znany z perspektywy kajaka i pieszej wędrówki z „Kroniką Olsztyńską” pod pachą.

Wszystkiego dobrego w 2019 roku, Piotrek

czwartek, 15 grudnia 2016

Za Czarną Hańczą, za Wierśnianką

Szlakiem bobrów

Grudniowe wieczory sprzyjają wspomnieniom. Przeczytałem Za Opiwardą, za siódmą rzeką Igora Newerlego. Już od pierwszej strony książka zaskoczyła mnie opisem mozolnej kilkudniowej wędrówki błotnistą strugą między jeziorkami Opiwardy. Igor kajakarz brnął po borowinie kąsany przez insekty, nie mając żadnej możliwości spłukania błota z siebie i z kajaka, bez snu na twardym gruncie, w końcu i bez wody zdatnej do picia…, póki nie wypłynął na porządną rzeczkę… 

Czy to nadaje się do wędrówki kajakiem?
Ów opis przypomniał mi eskapadę Wierśnianką, do której namówiłem przyjaciela ze studiów podczas spływu Czarną Hańczą. Za Głębokim Brodem wpłynęliśmy w obiecujący strumień. Póki towarzyszyły nam łąki i rozrzucone zabudowania Frącek, wiosłowaliśmy. Potem wpłynęliśmy, a właściwie wkroczyliśmy w las masywu Puszczy Augustowskiej. Wody nagle ubyło. Musieliśmy wysiąść i wziąć kajaki na hol. Spacer po twardym piaszczystym dnie stawał się z każdym krokiem trudniejszy. Dokuczały zasieki z krzaków, przegradzające nurt pnie, ciasne zakręty koryta… 

Trzeba nosić

Torowaliśmy sobie drogę siekierką… W końcu Wierśnianka zmusiła nas do większego wysiłku, gdy zawalidrogi zajmowały większe fragmenty nurtu. Braliśmy wtedy kajaki na barki i przeciskaliśmy się między drzewami obok. Wracaliśmy do pozostawionych bagaży, powtarzając po dwakroć tę samą drogę. Zmęczeni klęliśmy na słabnące z każdym krokiem ręce i nogi, na obolałe plecy i kręgosłupy. Wędrówka nie miała nic wspólnego z komfortem pływania po otwartej wodzie. Chwilami wydawało mi się, że powłóczę rękami po ziemi – ciężar kajaków ze sklejki z klamotami w środku dawał się we znaki. 

Mamidło
Puszcza wabiła dzikimi zakątkami, lecz my byliśmy coraz bardziej znieczuleni. Załamanie przyszło pod długą na wiele metrów tamą wzniesioną przez bobry. Grzbiet imponującej budowli sięgał prawie trzech metrów wysokości. Wielkie pnie były zmyślnie przeplecione gałęziami, uszczelnione mułem, gruntem i kamieniami zebranymi z koryta strugi. Konstrukcja oparła się na pniach matuzalemowych sosen, świerków i drzew podszytu. Z drugiej strony piętrzyła się woda rozlewiska, którego brzegi ginęły za plątaniną świeżo zalanych zielonych jeszcze leszczyn, grabów, olch, świerczyn... Toń miała barwę świeżo zaparzonej herbaty… Siedzieliśmy na grzbiecie, podziwiając hydrotechniczne dzieło. I zastanawialiśmy się co dalej. Koryto strumienia stało się niewidoczne. Po zwodowaniu kajaków i tak byśmy zmitrężyli, zanim odkrylibyśmy dalszy bieg szlaku. Zaczynaliśmy pojmować,  dlaczego przeprawa dała nam się we znaki.

Tama bobrów
To był czas (późne lata siedemdziesiąte), kiedy zagrożone nieomal wyginięciem bobry po objęciu ścisłą ochroną kolonizowały na powrót leśne ostępy. Giby i szlak Marychy kusiły. Patrzyliśmy jednak w zielony półmrok labiryntu, na zegarki pokazujące koniec czerwcowego popołudnia (słońce nie przebijało zwartej masy drzew nad nami, więc nawet nie odczuliśmy, że dzień przygasa) i uświadamiające nam, że nie ma szans znalezienia otwartego terenu na obozowisko. W końcu uzgodniliśmy odwrót. Newerly by się nie poddał. My jednak odpuściliśmy, spodziewając się następnych budowli bobrów w górnym biegu strugi.

Łyna
Wędrówki Blizną przez Strękowiznę (na wiosłach) a potem przez puszczę do jeziora Blizno (pieszo); Kamionką spod Suwałk do Wigier (dzisiaj wykreśloną z listy szlaków kajakowych); Krawną – dopływem Babięty zasilającej Babięcką Strugę na szlaku Krutyni; strugą Kołowinek odprowadzającą do Krutyni wodę z leśnych rozlewisk Puszczy Piskiej między Bobrówkiem a Strzałowem pod Pieckami; Łyną od źródeł do jeziora Krzyż; szlakiem Siedmiu Jezior Leśnych (dzisiaj rezerwatem bobrów) zaczynającym się od Jeziora Charzykowskiego na trasie Brdy… nie przysporzyły mi takich wrażeń jak owa Opiwarda Newerlemu czy przegrodzona przez bobry Wierśnianka…

Na szlaku Nocy Świętojańskiej

Dalej książka Igora Newerlego jest tylko lepsza. Wciąga nieuchronnie. Po zamknięciu ostatniej strony opisującej pogrzeb Karola Małłka odczułem skrajny niedosyt. Chciałoby się powiedzieć:
- Chwilo trwaj.

Wisła
Wędrując kajakiem stroniłem od ludzi. Nie doświadczałem więc podobnych spotkań z ludźmi co Igor Newerly. Największą frajdę sprawiało mi nieskrępowane obcowanie z przyrodą. Zwłaszcza o świcie i o zachodzie słońca. Widok śpiącego zająca na odsypisku Narwi naprzeciwko skarpy unoszącej cmentarz czerwonoarmistów poległych w walkach o utrzymanie przyczółka pod Różanem i Pułtuskiem w 1944 r.; wodnego szczura chrupiącego trzcinę na kępie za Gnojnem; piżmaka, który umościł się na moich piersiach, gdy spałem o świcie znużony całonocnym pływaniem po Rospudzie; zdziwienie wędkarza, który obserwował mnie chrapiącego pospołu z chrapiącym łabędziem niemym na gnieździe obok, gdy przystanąłem na chwilę w oczerecie Jeziora Krutyńskiego po podpłynięciu pod prąd Krutynią od Ukty i usnąłem w promieniach wschodzącego słońca…

Wisła
To książka, do której wracam w imię kajakarskiej solidarności.