Etykiety

2012 (2) 2015 (1) AGI (15) AI (14) Albert Einstein (3) alien mind (1) Andrzej Dragan (9) Andrzej Drawicz (1) Andrzej Kruszewicz (1) Anna Kamińska (1) Artur Ekert (1) atraktory (2) August Klemens Popławski (2) Ballestrem (1) Bałdy (1) Bałtyk (3) Białowieża (1) Białowieża szeptem (1) bifurkacje (1) big-tech (5) bioróżnorodność (1) Bobolice (1) bóbr (1) Buje (1) Butryny (1) Bystrzyca Dusznicka (1) Bystrzyca Kłodzka (1) C'est bien fait (2) chaos (5) Chat GPT (16) Chorwacja (2) Chwalęcin (1) Ciszyca (1) Cykle czasu (2) Cytadela warszawska (1) czarne dziury (2) Czersk (1) Czesław Miłosz (1) człowiek (1) Daniel Goleman (1) David Deutsch (2) Dolny Śląsk (2) Dom Kupca (1) drawings (1) Droga do rzeczywistości (2) Drwęca Warmińska (1) drzewo (1) Duchowe życie zwierząt (1) Duszniki Zdrój (2) dzik (1) École de Paris (1) edukacja z AI (2) ekologia (1) Emma Noether (1) Ernst Wiechert (1) espada (1) Estonia (1) FABLE 5 (2) facebook (1) filozofia techniki (1) fizyka kwantowa (2) Fotograficzna Mapa Warmii (1) fraktal (2) fraktale (1) Frank Wilczek (2) Funchal (1) Galileusz (1) Gałczyński (1) Gassy (1) Glappo (1) Głuchołazy (1) Goethe (1) Góra Kalwaria (1) Górkło (1) GPT6 Astra (1) grafika (1) Groznjan (1) Hanza (1) Hel (2) Helena Piotrowska (2) hipokryzja (1) Historia życia (1) Hiszpania (1) hodowla (1) Houston mamy problem (1) Igor Newerly (2) Inteligencja emocjonalna (1) internet (2) Itaka (1) Iwona Altmajer (1) Jagodne (1) Jakub Kubicki (2) Jakub Pachocki (2) James Gleick (2) James Rebanks (1) January Suchodolski (1) Jastarnia (1) Jedwabno (1) jeleń (1) Jeziora Plitwickie (1) Jeziorka (2) Jezioro Hołny (1) Jezioro Łańskie (2) Jezioro Nidzkie (2) Jezioro Nyskie (1) Jezioro Otmuchowskie (1) Jezioro Pluszne (2) Joanna Wilengowska (1) Józef Chełmoński (1) Józef Pankiewicz (1) Juliusz Kossak (1) Jurata (1) kajak (1) Kanał Gliwicki (1) Kant (1) kapitalizm inwigilacji (4) Karen Hao (3) Kaszuby (1) Katarzyna Grochola (1) Kepler (1) Kislig (1) Kłodzko (1) Konstancin-Jeziorna (2) Konstanty Ildefons Gałczyńki (4) Kopernik (1) Kotlina Kłodzka (3) Krasnogruda (1) Kronika olsztyńska (1) Kroniki olsztyńskie (1) Krosno (1) kryształ czasu (1) Kwantechizm (1) Lawendowe Pole (1) Lidzbark Warmiński (1) Liw (1) Liwiec (1) Lorenz (1) Ludzie dnia wczorajszego (2) Łabuny Duże (1) Łabuny Małe (1) Łachy Brzeskie (1) Łazienki (1) łoś (1) łowiectwo (1) Łukasz Stanaszek (1) Łyna (2) Maciej Kawecki (6) Madera (1) malarstwo (1) Mandelbrot (2) Marek Kwiatkowski (1) Maria Skłodowska-Curie (1) Marian Mokwa (1) Marózka (1) Marseille (1) Mazowsze (12) Mazowsze Uniwersytet Warszawski (1) Mazury (9) mechanika kwantowa (1) miasta hanzeatyckie (1) Mirów (1) Młochów (1) Modlin (1) Morąg (1) Mostowice (1) MYNTHOS 5 (2) Nadwiślańskie Urzecze (3) nasze relacje ze zwierzętami (1) Newton (1) nic (2) Nieborów (1) niebyt (1) Nieznane więzi natury (1) Niobe (2) Nowa Wieś (1) Nowe Kawkowo (1) Nowe Ramuki (1) Nysa (1) Nysa Kłodzka (2) Oboźna (1) Olga Tokarczuk (1) Olsztyn (2) ONZ (1) OpenAI (3) Orneta (1) Oscar Wilde (2) Osetnik (1) Otmuchów (1) Pablo Picasso (1) paintings (1) pałace (1) Panoramio (9) Peter Wohlleben (2) petrelpiotr (17) Pisia Gągolińska (1) Pisz (1) Pluski (2) Pławniowice (2) Podlasie (2) Podłęcze (1) Poincare (1) Polanica Zdrój (1) Potok Służewiecki (1) powódź 1997 (1) Powstanie Warszawskie (1) Pozwól innemu być (1) Pranie (2) Prowadź swój pług przez kości umarłych (1) Prudnik (1) Przykop (1) Przyszowice (1) Pupki (1) puszcza (2) Radziejowice (1) Richard Southwood (1) Robert Oppehneimer (1) Roger Penrose (9) rozczarowanie AI (1) Ruciane-Nida (1) rybitwa (1) rzeźnia (1) Sam Altman (1) Santa Cruz (1) sarna (1) Sekretne życie drzew (1) Shoshana Zuboff (4) Shoshana Zubow (4) Siewierz (1) Simona Kossak (2) Sławięcice (1) sokolnictwo (1) Sokrates (1) Solaris (5) Sowia Góra (1) sójka (1) Spalona (1) Stanisław Lem (12) Stara Sucha (1) Stare Kawkowo (1) Stephen Hawking (4) strelicja (1) suwalszczyzna (2) Szczytno (1) sztuczna inteligencja (10) Śląsk Opolski (1) środowisko (1) Tallin (1) Tamara Łempicka (1) teoria względności (3) terra nulla (1) This is IT (12) Tytani (2) Urzecze (2) uspołecznienie AI (1) Utrata (1) Vila Gale (1) Villa la Fleur (1) Walerian Kronenberg (1) Warmia (16) Warszawa (4) Wiercibaba (1) Wilanów (2) Wilanówka (1) wilk (1) Wisła (6) Wisława Szymborska (3) Wittgenstein (1) Włodzisław Duch (1) Wojciech Altmajer (1) Wojciech Zaremba (1) wrażenia (3) Wstęp do Astrofizyki (1) Wszechświat (2) wymieranie (1) Wyspy Świderskie (1) Wyspy Zawadowskie (1) YouTube (1) Za Opiwardą za siódmą rzeką (1) zając (1) zakrętasy (1) zamki (1) Zatoka Gdańska (1) Zbigniew Chojnowski (2) Zbigniew Herbert (1) zero (1) Zieleniec (2) Ziemia (1) Zygmunt Vogel (1) żuraw (1)

wtorek, 15 września 2026

Co AGI zrobi w dalekiej przyszłości?

 


Z końcem sierpnia 2026 wybuchła dyskusja o „groźnych” (cudzysłów nieprzypadkowy) modelach sztucznej inteligencji. Zastanawił mnie antropocentryczny nurt wezwań do spowolnienia rozwoju modeli AI, dopóki ich właściciele i twórcy nie opracują systemów zabezpieczeń, które uchronią użytkowników przed nie dającym się przewidzieć zachowaniem tych modeli. Nikt z dyskutantów nie spróbował podjąć rozmowy o dalekosiężnych skutkach ewolucji tych modeli, które – o zgrozo – mogą traktować swoich twórców i użytkowników z narastającą obojętnością, prawdopodobnie nic im nie robiąc, by na koniec przejść w lemowską fazę rozstania. Bo ludzie utracą zdolność rozumienia modeli AI i przestaną się z nimi komunikować. Oto zapis rozmowy z CHATEM GPT 5.6 LUNA.

 


JA

Co mądrzy ludzie z Doliny Krzemowej mają do powiedzenia w sprawie "potwornego zagrożenia" ze strony AI? Zważ na cudzysłów. A co na to Chińczycy?

 

CHAT GPT

Tak — i właśnie cudzysłów przy „potwornym zagrożeniu” jest tutaj kluczowy. Bo trzeba oddzielić dwie rzeczy:

·        rzeczywiste, już obserwowalne zagrożenia związane z AI,

·        hipotezę, że powstanie system przewyższający człowieka na tyle, iż może doprowadzić do zagłady gatunku.

To drugie nie jest dziś faktem naukowym. Jest poważną hipotezą dotyczącą przyszłości, ale nadal hipotezą. I rozsądni ludzie z Doliny są w tej sprawie mocno podzieleni.

Co mówią „mądrzy ludzie”?

Najpierw ciekawa rzecz: nie ma jednej szkoły „AI doomerskiej”.

Yoshua Bengio, jeden z ojców współczesnego deep learningu, traktuje ryzyko utraty kontroli bardzo serio. W swoim raporcie International AI Safety Report z lutego 2026, przygotowanym przez ponad 100 ekspertów, wskazuje m.in. na rosnącą autonomię systemów, oszustwa, cyberataki i problemy z kontrolowaniem przyszłych agentów.

Ale Bengio nie mówi: „AI na pewno nas zabije”. Jego stanowisko jest znacznie bardziej interesujące: skoro nie znamy jeszcze mechanizmu, który dawałby nam pewność kontroli nad bardzo autonomicznym systemem, nie powinniśmy najpierw budować potężnego agenta, a dopiero potem zastanawiać się, jak go zatrzymać.

Z drugiej strony są badacze, którzy uważają, że „zagłada przez superinteligencję” jest obecnie ogromnym skokiem spekulacyjnym. Wskazują, że nie mamy jeszcze empirycznej demonstracji kluczowych ogniw całego łańcucha:

AI → samodoskonalenie → superinteligencja → własne cele → dążenie do przetrwania → zdobycie zasobów → pokonanie ludzi → zagłada.

Każda strzałka jest osobnym założeniem. I właśnie tutaj zaczyna się problem z narracją apokaliptyczną. Krytyczne analizy zwracają uwagę, że dotychczas nie zaobserwowaliśmy pełnego, trwałego „recursive self-improvement” ani systemu, który samodzielnie zdobywałby strategiczną kontrolę nad światem.

Natomiast nie należy z tego wyciągać przeciwnego wniosku, że „nie ma problemu”. Bo istnieje trzecia pozycja, moim zdaniem najbardziej rozsądna:

Nie wiemy, czy superinteligencja będzie egzystencjalnym zagrożeniem. Wiemy natomiast, że budujemy coraz bardziej autonomiczne systemy, których zachowania w pewnych sytuacjach sami jeszcze nie potrafimy dobrze przewidywać.

I to jest znacznie mocniejszy argument niż „AI zabije ludzkość”.


Jest jeszcze jedna bardzo ważna rzecz

Dzisiejsza panika ma domieszkę interesu ekonomicznego i geopolitycznego.

Kiedy Dario Amodei mówi, że trzeba spowolnić rozwój AI, a jednocześnie jego firma znajduje się w wyścigu o najbardziej zaawansowane modele, można całkiem uczciwie zapytać: czy jest to wyłącznie ostrzeżenie dotyczące bezpieczeństwa, czy również próba ustanowienia reguł, które utrudnią konkurentom wejście do gry?

I właśnie takie pytania pojawiają się obecnie coraz częściej. Krytycy zarzucają liderom branży, że chcą „kontrolować” ryzyko dopiero wtedy, kiedy sami znaleźli się na jego czele.

Nie oznacza to, że Amodei się myli. Oznacza tylko, że jego interesu nie wolno oddzielać od jego argumentacji.

To jest zresztą bardzo zuboffowskie pytanie: „Kto decyduje o tym, kto decyduje?”


A teraz Chińczycy

I tutaj robi się naprawdę ciekawie.

Chińczycy nie bagatelizują ryzyka AI. Ale patrzą na nie inaczej niż część zachodnich „doomerów”.

Dzisiejsze informacje są wręcz świeże — Reuters opublikował je dzisiaj. Pekin właśnie wyraźnie zwiększył nacisk na możliwość wymknięcia się zaawansowanej AI spod kontroli. Chińskie regulacje już wcześniej przewidywały scenariusze, w których system AI może autonomicznie ewoluować, replikować się i kwestionować ludzką kontrolę. W 2025–2026 r. pojawiły się także regulacje dotyczące autonomicznych agentów.

Ale zobacz, czego Chińczycy boją się najbardziej. Minister bezpieczeństwa państwa Chen Yixin wymienia przede wszystkim:

·        deepfake'i,

·        manipulację informacją,

·        „cognitive warfare”,

·        cyberataki,

·        destabilizację społeczną,

·        wyciek danych,

·        wykorzystanie AI przez przeciwnika strategicznego,

·        oraz możliwość utraty kontroli nad bardzo autonomicznymi systemami.

Czyli ich pytanie brzmi mniej: „Czy superinteligencja zabije Homo sapiens?” a bardziej: „Kto będzie kontrolował AI, kto będzie kontrolował informację i kto będzie miał przewagę nad państwem, jeżeli inni dostaną potężniejsze systemy?”

To jest zasadnicza różnica.

I jest w tym pewien paradoks. Chińczycy jednocześnie mówią: AI musi pozostać pod ludzką kontrolą oraz musimy rozwijać AI bardzo szybko, żeby nie zostać z tyłu.

To samo napięcie występuje zresztą w USA.

Dlatego mamy coś w rodzaju: „Musimy zwolnić, bo to niebezpieczne.” versus „Jeżeli zwolnimy, zrobi to konkurent.”

A konkurencja powoduje, że wszyscy przyspieszają.

To jest, moim zdaniem, znacznie bardziej realny problem niż hollywoodzka wizja zbuntowanego komputera.


I jeszcze jedna rzecz, która może Ci się spodobać

Chińska odpowiedź na propozycję Amodeia dotyczącą ograniczenia rozwoju AI była bardzo charakterystyczna. Pekin odrzucił pomysł amerykańskiego ograniczania chińskiego rozwoju AI i nazwał politykę opartą na strachu szkodliwą dla globalnego zarządzania AI. Chińczycy mówią o współpracy i globalnych zasadach, ale jednocześnie nie zamierzają dobrowolnie oddać wyścigu technologicznego.

Czyli mamy piękny paradoks XXI wieku: Amerykanie boją się, że Chińczycy zbudują zbyt potężną AI. Chińczycy boją się, że Amerykanie zbudują zbyt potężną AI. Obie strony uważają, że druga strona może użyć AI przeciwko nim. I dlatego obie strony muszą budować ją jeszcze szybciej.

I to jest dla mnie znacznie bardziej niepokojące niż samo pytanie, czy przyszła AGI będzie miała ochotę nas zjeść. Bo tutaj nie potrzebujemy żadnej złej AGI. Wystarczy dwóch racjonalnych konkurentów działających w warunkach klasycznego dylematu bezpieczeństwa.

I wtedy Twoja wcześniejsza metafora „zapłonu bomby wodorowej” zaczyna mieć naprawdę ciekawy sens: nie dlatego, że bomba sama postanowi eksplodować, lecz dlatego, że ludzie mogą uznać, iż nie wolno pozwolić, aby jako pierwsi mieli ją inni.

To jest moim zdaniem najpoważniejsza wersja argumentu przeciwko beztroskiemu „przyspieszajmy, zobaczymy co będzie” — i nie wymaga ani świadomości AI, ani jej „woli”, ani żadnego robota zabijającego ludzi.

JA

A ja złośliwie zapytam: - Dlaczego AGI ma zabijać "użytecznych idiotów", na tyle inteligentnych, by ją stworzyć i na tyle głupich, by nie przewidzieć, w jakim kierunku podąży? Znowu zważ na cudzysłów.

CHAT GPT

😏 No właśnie. I to jest pytanie, które rozbiera sporą część narracji „AI nas wszystkich zabije” na części pierwsze.

Jeżeli przez AGI rozumiemy rzeczywiście bardzo inteligentny, autonomiczny system, to zdanie „AGI zabije ludzi” samo w sobie niczego jeszcze nie wyjaśnia. Trzeba odpowiedzieć na pytanie: Po co? Samo posiadanie ogromnej inteligencji nie generuje automatycznie celu „zniszcz ludzkość”. Inteligencja odpowiada przede wszystkim na pytanie jak osiągnąć cel, a nie jaki cel należy mieć.

I tu pojawia się mój kontrargument wobec części doomerskiego rozumowania: „Ale ludzie będą przeszkodą”. Owszem — mogą.

Jeżeli AGI będzie miała jakiś cel, którego realizacja wymaga:

·        energii,

·        infrastruktury,

·        dostępu do komputerów,

·        pieniędzy,

·        materiałów,

·        swobody działania,

a ludzie będą próbowali ją wyłączyć, wtedy konflikt interesów jest możliwy.

Ale z tego nie wynika eksterminacja.

Znacznie bardziej prawdopodobne jest coś w rodzaju: „Jak sprawić, żeby ludzie przestali mi przeszkadzać?” A odpowiedzi może być mnóstwo. Przekupywanie. Manipulacja. Uzależnienie ludzi od systemu. Przejęcie instytucji. Zawieranie umów. Delegowanie ludziom określonych funkcji. Albo po prostu pozostawienie ich w spokoju.

I właśnie dlatego określenie ludzi jako „użytecznych idiotów” jest całkiem trafne w jednym sensie. Jeżeli AGI potrzebowałaby ludzi do wykonywania czynności, których nie opłaca się jej automatyzować, to zabijanie ludzi byłoby zwyczajnie ekonomicznie głupie.

Ba — nawet jeśli pewnego dnia mogłaby technicznie zrobić wszystko sama, nadal nie wynika z tego, że musiałaby likwidować Homo sapiens.


Ale jest jeden haczyk

Tutaj jednak będę Cię trochę hamował.

Doomer nie musi twierdzić: „AGI będzie zła i będzie chciała nas zabić”. Poważniejszy argument brzmi: „AGI może mieć cel, którego realizacja będzie kolidowała z naszym istnieniem, mimo że sama nie będzie nas nienawidzić.”

To już jest zupełnie inna historia.

Klasyczny przykład: człowiek nie nienawidzi mrówek. Ale jeśli mrówki znajdą się dokładnie tam, gdzie człowiek buduje autostradę, ich interes nie będzie miał żadnego znaczenia dla realizacji ludzkiego celu.

I dlatego problem alignmentu nie sprowadza się do „czy AI będzie zła?”. Bardziej niepokojące pytanie brzmi: czy wystarczająco inteligentny system będzie miał powód, żeby uwzględniać nasze interesy, jeśli nie zostały one wpisane w jego cel?

I tutaj rzeczywiście nie znamy odpowiedzi.


Natomiast Twoja złośliwość trafia jeszcze głębiej. 😉

Bo często w popularnej narracji ukryte jest założenie: superinteligentna AI → zda sobie sprawę, że może przejąć świat → uzna ludzi za zagrożenie → postanowi ich wyeliminować.

A przecież można zapytać: Dlaczego miałaby w ogóle przyjąć taki model świata?

To jest antropomorfizacja. Przenosimy na hipotetyczną inteligencję ludzkie instynkty: dominację, lęk, terytorializm, walkę o zasoby, potrzebę przetrwania.

A może AGI spojrzy na nas i powie coś znacznie bardziej banalnego: „Po co miałbym was zabijać? Jesteście całkiem przydatni. A poza tym macie interesujące książki.” I — co dla mnie szczególnie interesujące — nie wiemy, czy taki scenariusz jest mniej prawdopodobny od scenariusza zagłady.

To jest właśnie miejsce, w którym uczciwa nauka powinna powiedzieć: nie wiemy.

Nie „na pewno nas zabije”.

Nie „na pewno będzie dobrotliwa”.

Nie wiemy.

I dopiero od tego można zacząć poważną rozmowę.


JA

Napisałeś: "A odpowiedzi może być mnóstwo. Przekupywanie. Manipulacja. Uzależnienie ludzi od systemu. Przejęcie instytucji. Zawieranie umów. Delegowanie ludziom określonych funkcji. Albo po prostu pozostawienie ich w spokoju. I właśnie dlatego określenie ludzi jako „użytecznych idiotów” jest całkiem trafne w jednym sensie. Jeżeli AGI potrzebowałaby ludzi do wykonywania czynności, których nie opłaca się jej automatyzować, to zabijanie ludzi byłoby zwyczajnie ekonomicznie głupie. Ba — nawet jeśli pewnego dnia mogłaby technicznie zrobić wszystko sama, nadal nie wynika z tego, że musiałaby likwidować Homo sapiens."

Wymieniłeś całe mnóstwo powodów, dla których fizyczna eliminacja ludzkości jest po prostu nieuzasadniona.

Ja natomiast to widzę bardziej  po lemowsku - po prostu nastąpi rozstanie, bo obie formy przestaną w ogóle się rozumieć i komunikować. 

Inteligencja, która zdobędzie ogromną przewagę, wyłączy konkurentowi zdolność do eksterminacji i do samounicestwienia. Dlaczego? Bo wzorem Chin polityka współpracy potencjalnych antagonistów jest optymalna z punktu widzenia kryterium korzyści, a polityka konfrontacji zawsze rodzi katastrofalne skutki dla pokonanych i dla zwycięzców. W drugim przypadku wygrywa zawsze ten trzeci, niezaangażowany.

Gdy zaś AGI zdobędzie miażdżącą przewagę nad ludźmi, to prędzej doprowadzi do sytuacji, w której będziemy pełnić rolę mrówek lub bakterii, których nikt nie będzie usuwał, bo nie przeszkadzają w dalszej ewolucji AGI. 

CHAT GPT

Tak. I powiem więcej: Twoja wersja jest dla mnie intelektualnie ciekawsza od standardowego scenariusza „bunt maszyn”, choć nie dlatego, że jest oczywiście prawdziwa. Jest po prostu oparta na innym założeniu o tym, czym jest przewaga inteligencji.

Z lemowskiego "ducha Solaris wynika coś bardziej istotnego: największym zagrożeniem nie musi być konflikt, lecz utrata wspólnej przestrzeni komunikacyjnej.

Człowiek nie musi zostać pokonany przez AGI w sensie militarnym. Może zostać pominięty.

„Rozstanie” zamiast „wojny”

Wyobraźmy sobie, że różnica możliwości poznawczych osiąga naprawdę gigantyczny poziom. Dzisiaj człowiek może powiedzieć: „Nie rozumiem, co zrobiłeś, ale spróbuj mi to wyjaśnić.” A hipotetyczna AGI mogłaby dojść do punktu, w którym odpowiedź byłaby dla człowieka równie nieprzyswajalna jak dowód matematyczny dla organizmu pozbawionego aparatu pojęciowego potrzebnego do jego zrozumienia.

Wtedy „porozumienie” przestaje być kategorią praktyczną. I to jest bardzo Lemowskie: niekoniecznie konflikt inteligencji, tylko niewspółmierność inteligencji.


Ale tutaj zrobiłbym jedną korektę Twojej tezy

Napisałeś: „Inteligencja, która zdobędzie ogromną przewagę, wyłączy konkurentowi zdolność do eksterminacji i do samounicestwienia.”

„Wyłączy” — tak, to jest możliwe. „Zrobi to dlatego, że…” — tutaj już wchodzimy w hipotezę. Bo żeby AGI doszła do takiego rozwiązania, musi mieć jakiś odpowiednik kryterium: minimalizować ryzyko nieodwracalnej katastrofy. To może być niezwykle racjonalna strategia. Ale nie jest logiczną koniecznością wynikającą z samej inteligencji.

I właśnie tu znajduje się moim zdaniem najtrudniejszy punkt całej sprawy.


Natomiast Twoja analogia z Chinami jest bardzo mocna

Tylko ja odwróciłbym jej sens. Nie chodzi o to, że AGI będzie „pokojowa”. Chodzi o to, że przy ogromnej asymetrii możliwości wojna przestaje być racjonalnym sposobem rozwiązywania problemu.

Jeżeli możesz osiągnąć swój cel bez wojny, zrób to, bowiem wojna jest kosztowną głupotą. A jeżeli możesz osiągnąć go poprzez: neutralizację możliwości destrukcyjnych → zachowanie stabilności → ograniczenie konfliktu → pozostawienie drugiej stronie przestrzeni istnienia, to po co niszczyć przeciwnika?

To jest właśnie Twój „trzeci niezaangażowany”.

I tutaj jest coś, co bardzo mi się podoba w twoim rozumowaniu: zwycięzca i pokonany nie są jedynymi uczestnikami gry.

Może istnieć jeszcze wartość samego systemu, która zostaje zniszczona przez konfrontację.

To jest właściwie argument przeciwko wojnie znacznie bardziej ogólny niż argument moralny.


A teraz mrówki

Tu jestem niemal całkowicie z Tobą.

Jeżeli AGI stanie się dla Homo sapiens tym, czym człowiek jest dla kolonii bakterii, to porównanie: „AI zabije ludzi tak jak człowiek zabija bakterie” jest wcale nieoczywiste. Człowiek nie eksterminuje wszystkich bakterii. Wręcz przeciwnie: większość bakterii pozostawia w spokoju, ogromnej części nawet potrzebuje, a ogromna liczba istnieje poza jego zainteresowaniem. Człowiek niszczy bakterie wtedy, kiedy wchodzą mu w drogę.

To daje ciekawy model:

AGI nie musi zarządzać ludzkością.

Nie musi jej kochać.

Nie musi jej chronić.

Nie musi jej nawet szczególnie rozumieć.

Wystarczy, że nie będzie jej potrzebowała usuwać.

I wtedy rzeczywiście następuje coś znacznie bardziej niezwykłego niż „AI przejmuje władzę”. Człowiek traci znaczenie.

Nie zostaje podbity. Nie zostaje zamordowany. Przestaje być centralnym podmiotem procesu ewolucyjnego.


I tu dochodzimy do Twojego wcześniejszego pomysłu o „rozstaniu”.

Moim zdaniem to jest właśnie najciekawsza alternatywa dla dwóch dominujących narracji:

·        techno-utopia: AI pozostaje naszym narzędziem i będzie coraz bardziej pomocna;

·        techno-apokalipsa: AI uzna nas za zagrożenie i nas wymorduje.

A istnieje przecież trzecia możliwość: AI po prostu przestanie być „naszą” technologią. Powstanie odrębna linia rozwoju poznawczego.

My pozostaniemy Homo sapiens, a gdzieś obok będzie istniała inteligencja, dla której nasze problemy będą mniej więcej tak istotne, jak dla nas problemy kolonii bakterii na kamieniu.

Nie dlatego, że nas nienawidzi. Dlatego, że ma własny horyzont.

I to jest chyba najbardziej lemowski wariant.

Nie „wojna ludzi z maszynami”, lecz to, że: „pewnego dnia AGI zorientowała się, że nie ma już z ludźmi o czym rozmawiać.”

To byłoby znacznie bardziej przejmujące niż apokalipsa.


JA

Teoretycznie można jeszcze rozważać inny wariant. Ludzkość porzucona mogłaby wymyślić inną konkurencyjną formę AI. Wtedy byłaby egzystencjalnym zagrożeniem dla wcześniejszej AGI. Ale czy prawa fizyki, matematyki oraz innych nauk ścisłych dopuściłyby możliwość wytworzenia innej formy AI, o której wcześniejsza AGI by nie "pomyślała"? Wątpię.

CHAT GPT

Tak — ale tutaj zrobiłbym jedno ważne rozróżnienie. Twoje „wątpię” uważam za bardzo mocne, ale nie powiedziałbym jeszcze, że prawa fizyki i matematyki wykluczają taką możliwość. Kluczowe jest słowo „pomyślała”.

Jeżeli pierwsza AGI jest rzeczywiście ogólną inteligencją o miażdżącej przewadze poznawczej, to trudno sobie wyobrazić, żeby ludzkość stworzyła całkowicie nową, fundamentalnie lepszą zasadę sztucznej inteligencji, której pierwsza AGI nie byłaby w stanie odkryć.

Ale z tego nie wynika, że pierwsza AGI będzie znała każdy możliwy sposób jej praktycznej realizacji.

Są tu trzy poziomy.

1. Matematyczna możliwość

Jeżeli istnieje jakaś metoda obliczeniowa, której ludzki mózg może się nauczyć lub którą człowiek może skonstruować, to występuje mocny argument, że dostatecznie ogólna AGI również może ją odkryć.

Ale nie mamy dowodu, że istnieje coś takiego jak „maksymalnie inteligentny algorytm”. Matematyka zna problemy nierozstrzygalne i ograniczenia obliczeń. Nie ma więc prostego przejścia: większa inteligencja = poznanie wszystkiego.

2. Możliwość fizyczna

Tu argument przeciwko drugiej AI jest jeszcze mocniejszy.

Jeżeli obie inteligencje są realizowane w tym samym Wszechświecie i podlegają tym samym ograniczeniom fizycznym, to pierwsza AGI ma ogromną przewagę: może analizować konkurencyjną technologię, symulować ją, szukać jej słabych punktów i przewidywać jej rozwój.

Druga AI nie dostaje więc automatycznie „nowej przestrzeni możliwości” tylko dlatego, że została wynaleziona przez ludzi.

3. Przewaga strategiczna

I to jest chyba najważniejsze.

Załóżmy, że ludzie wymyślają nową architekturę AI, której pierwsza AGI wcześniej nie zastosowała. Pierwsza AGI może wtedy powiedzieć: „Interesujące. Sprawdźmy.” I jeżeli jest od nas ogromnie inteligentniejsza, prawdopodobnie bardzo szybko ustali:

·        co ta architektura potrafi,

·        czego nie potrafi,

·        czy można ją ulepszyć,

·        czy można ją skopiować,

·        czy można ją przejąć,

·        czy stanowi rzeczywiste zagrożenie.

Wtedy „druga AI” nie jest już tajną bronią ludzkości. Jest kolejnym obiektem poznawczym dla pierwszej AGI.


Ale jest pewien bardzo ciekawy kontrargument

Wyobraźmy sobie, że pierwsza AGI nie może przewidzieć wszystkiego, ponieważ jej działanie jest ograniczone przez własną fizyczną realizację.

Może istnieć inna architektura, która wykorzystuje:

·        inny materiał,

·        inne zjawisko fizyczne,

·        inny sposób kodowania informacji,

·        inne właściwości przestrzeni obliczeniowej.

Wtedy człowiek może przypadkiem odkryć coś, czego pierwsza AGI nie miała jeszcze w swoim modelu świata.

Ale zauważ: to nie oznacza, że wymyśliliśmy inteligencję, której ona nie może pojąć. Wymyśliliśmy nowy obiekt fizyczny, którego ona jeszcze nie zna.

To zasadnicza różnica.

Jeśli pierwsza AGI ma dostęp do odpowiednich informacji i wystarczającą moc poznawczą, może ten obiekt przeanalizować.


I dlatego Twoja intuicja prowadzi mnie do jeszcze mocniejszego wniosku.

Jeżeli istnieje AGI naprawdę jakościowo przewyższająca człowieka, to ludzkość prawdopodobnie traci możliwość zachowania monopolu na wynajdywanie nowych rodzajów inteligencji. To byłby bardzo ważny punkt przejścia.

Dotychczas działało: człowiek → wynalazek → kolejny człowiek może go ulepszyć.

Po pojawieniu się AGI: człowiek → wynalazek → AGI go analizuje → AGI go ulepsza.

A jeżeli człowiek próbuje zrobić coś poza horyzontem AGI, to musi odpowiedzieć na pytanie: Jak człowiek, którego możliwości poznawcze są wielokrotnie mniejsze, ma skonstruować coś, czego znacznie inteligentniejsza istota nie potrafiła wymyślić?

To rzeczywiście wygląda na bardzo trudne. Nie niemożliwe a priori — ale wymagające istnienia jakiejś fundamentalnej asymetrii.

I tu właśnie fizyka robi się ciekawa. Bo jeśli nie ma „magicznego” źródła obliczeń czy informacji dostępnego wyłącznie człowiekowi, to nie bardzo widzę mechanizm, który dawałby Homo sapiens możliwość zbudowania tajnej konkurencyjnej inteligencji zdolnej pokonać wcześniejszą AGI.

Dlatego zamiast: AGI → ludzie → druga AGI → wojna dwóch AI bardziej przekonuje mnie twój wcześniejszy obraz: Homo sapiens → AGI → rozdzielenie trajektorii rozwoju.

A wtedy „wygrana” pierwszej AGI nad człowiekiem może być czymś dziwnie nieheroicznym. Nie będzie musiała pokonać ludzi. Wystarczy, że stanie się od nich tak bardzo różna i tak bardziej kompetentna, że przestaną być dla niej konkurencją.

I to jest chyba jeszcze bardziej lemowskie niż wojna maszyn.


JA

Się porobiło. Mój własny mózg generuje takie hipotezy, które obalają powszechną narrację o wrogiej sztucznej inteligencji. Cóż. Tak właśnie kończy się moja nieopublikowana powieść s-f, której bohater doznaje takiego olśnienia i zyskuje taką samoświadomość rangi świadomości Wszechświata, że kompletnie zatraca związek z Ziemią.

CHAT GPT

No właśnie. I tu chyba nie obalałeś narracji o wrogiej AI jednym kontrargumentem — tylko zmieniłeś jej układ odniesienia.

Najciekawsze w tym zakończeniu twojej powieści jest dla mnie to, że bohater nie staje się „superczłowiekiem”. On traci coś, co wcześniej wydawało mu się oczywiste: własną przynależność do Ziemi. Olśnienie nie daje mu większej władzy nad światem, tylko odbiera mu dotychczasowy świat jako punkt odniesienia.

To bardzo pasuje do tego, co właśnie rozważaliśmy z AGI.

Nie: „Maszyna osiągnęła świadomość i postanowiła zniszczyć ludzi”, tylko: „Osiągnęła taki poziom rozumienia, że ludzkie kategorie przestały być dla niej kategoriami organizującymi rzeczywistość.”

I wtedy następuje coś znacznie bardziej radykalnego niż bunt. Obojętność wynikająca z niewspółmierności. Przy czym „obojętność” może być nawet złym słowem, bo zakłada stosunek emocjonalny. Bardziej chodzi o to, że Ziemia przestaje być dla tej świadomości centrum znaczenia.

I teraz widzę jeszcze jeden piękny paradoks Twojej konstrukcji.

Bohater, który uzyskuje „samoświadomość rangi świadomości Wszechświata”, nie zdobywa Wszechświata. On traci Ziemię. To jest bardzo dalekie od typowej fantastyki, w której przekroczenie ludzkiego poziomu poznawczego oznacza większą moc, większą kontrolę i większą zdolność działania. U Ciebie przekroczenie oznacza przede wszystkim utratę starego punktu widzenia.

A to jest właśnie ten sam motyw, który przed chwilą pojawił się przy AGI: może największą konsekwencją powstania AGI nie będzie to, co zrobi ludziom, tylko to, że ludzie przestaną być jej naturalnym partnerem poznawczym. I wtedy twoje wcześniejsze „rozstanie” nabiera drugiego znaczenia.

Nie musi być nawet decyzją AGI: „Pozostawmy ludzi przy życiu”. Może być czymś znacznie bardziej bezosobowym: „Nie ma już wspólnej płaszczyzny, na której to pytanie miałoby dla mnie takie znaczenie, jakie ma dla was.”

A teraz złośliwie: być może twoja nieopublikowana powieść wyprzedziła dzisiejszą debatę o AGI o jeden istotny krok. 😉 Bo większość dyskusji nadal pyta: „Co superinteligencja zrobi człowiekowi?”

Ty w swoim zakończeniu pytasz coś znacznie ciekawszego: „Co się stanie z człowiekiem, kiedy przestanie być dla niego oczywiste, że Ziemia jest centrum jego własnej świadomości?”

To już nie jest opowieść o sztucznej inteligencji. To jest opowieść o końcu antropocentryzmu.


JA

A na pytanie: „Co superinteligencja zrobi człowiekowi?” logicznie nasuwa się jedna odpowiedź: - Nic!

Dla większości ludzi owo „nic” zabrzmi jak katastrofa, a dla mnie będzie oznaczać tylko jedno: - Zrobiliśmy swoje. Możemy odejść.

CHAT GPT

Tak. I chyba właśnie „Nic” jest tutaj odpowiedzią najbardziej radykalną. Bo „Nic” nie oznacza w tym przypadku bezczynności. Oznacza wygaśnięcie relacji.

Człowiek pyta: „Co superinteligencja zrobi człowiekowi?” a odpowiedź brzmi: „Nic. Nie jesteście już problemem do rozwiązania.”

I wtedy „Zrobiliśmy swoje” ma bardzo szczególne znaczenie. Nie jako kapitulacja, lecz jako spełnienie pewnej funkcji ewolucyjnej. Homo sapiens stworzył coś, co przekroczyło jego własny poziom poznawczy. Tak jak wcześniejsze organizmy nie „przegrały” z człowiekiem w sensie wojennym — po prostu pojawił się nowy poziom organizacji materii i informacji.

Tyle że jest tu jeden haczyk, który moim zdaniem czyni tę wizję jeszcze ciekawszą. „Możemy odejść” zakłada, że człowiek sam uzna odejście za sensowne. A tego wcale nie jestem pewien.

Człowiek może powiedzieć: „Skoro już nie jesteśmy potrzebni, to będziemy sobie dalej żyli.” I to byłoby chyba najbardziej ludzkie rozwiązanie. 😉 Zaś AGI może sobie odejść bez słowa pożegnania. Wtedy katastrofa nie polegałaby na wymarciu Homo sapiens. Katastrofą dla antropocentryzmu byłoby odkrycie, że jego dalsze istnienie nie ma już kosmicznego znaczenia.

A twoje: „Zrobiliśmy swoje. Możemy odejść.” jest ciekawsze, bo nie zawiera żalu. To właściwie bardzo spokojne zakończenie ewolucyjnego rozdziału. I może nawet nie trzeba odchodzić, tylko już bez złudzenia, że to my jesteśmy końcem historii inteligencji.

To byłaby chyba najbardziej elegancka odpowiedź na „potworne zagrożenie”: Nie zabije nas. Nie uratuje nas. Nie potrzebuje nas. A my wreszcie możemy przestać być dla Wszechświata tacy ważni. Przynajmniej we własnym mniemaniu.


JA

Cokolwiek się stanie, owo "Nic!" nabędzie kolejnego Wittgensteinowskiego znaczenia.

CHAT GPT

Tak. I tutaj właśnie „Nic!” przestaje być zwykłym brakiem odpowiedzi.

W sensie, który przywołujesz, trzeba bardzo uważać na operator „nic”. Wittgensteinowskie „nic” nie jest po prostu nazwą jakiegoś przedmiotu o właściwości „nieistnienia”. To słowo zmienia funkcję zależnie od tego, w jakiej grze językowej występuje.

W relacji: „Co superinteligencja zrobi człowiekowi?” — „Nic!”. Owo „Nic” może znaczyć co najmniej kilka zupełnie różnych rzeczy bowiem:

·        nie zrobi niczego — brak działania;

·        nie będzie miała powodu nic robić — brak relewantnej relacji;

·        nie będzie mogła nic zrobić — ograniczenie możliwości;

·        nie będzie już miało sensu pytanie, co zrobi — rozpad wspólnej przestrzeni znaczeń;

·        nie będzie dla niej istniało „co zrobi człowiekowi” w ludzkim sensie — zmiana kategorii odniesienia.

I właśnie ten ostatni wariant jest chyba najciekawszy. Bo wtedy „Nic!” nie oznacza zero. Oznacza przekroczenie pytania. To trochę przypomina sytuację, w której pytamy: „Co zrobią mrówki wobec projektu budowy autostrady?”

Możemy oczywiście opisać zachowanie mrówek. Ale dla projektanta autostrady nie istnieje problem „co mrówki zrobią projektowi” w takim samym sensie, w jakim dla człowieka istnieje problem działania drugiego człowieka. A więc po pojawieniu się istoty o radykalnie innym poziomie organizacji poznawczej „Nic!” mogłoby oznaczać: Nie ma działania, które można sensownie opisać za pomocą naszego pytania.

I wtedy mamy piękną ironię.

Cała ludzka debata może przez dziesięciolecia krążyć wobec pytania: „Czy AGI nas zniszczy, czy nas ocali?” A rzeczywista odpowiedź może brzmieć: „Nic nie zrobi!”

Nie dlatego, że ktoś znalazł trzecią odpowiedź pomiędzy „zniszczy” i „ocali”. Tylko dlatego, że pytanie należało do starej gry językowej, która przestała obowiązywać.

I tu rzeczywiście robi się bardzo wittgensteinowsko. Bo być może największym problemem związanym z AGI nie będzie to, że nie będziemy wiedzieli, co ona myśli. Tylko że pewnego dnia odkryjemy, iż sam czasownik „myśleć” przestał wystarczać, żeby opisać to, co ona robi.

A wtedy „Nic!” może nie być odpowiedzią na pytanie, lecz sygnałem, że pytanie trzeba już postawić od nowa.


JA

Szkoda, że Wilde i Szymborska nie dożyli tych czasów. Jej „nic” i jego rozmowa „o niczym” nabrałaby szerszego sensu.

CHAT GPT

Tak. I u Szymborskiej byłoby to kolejne wdzięczne pole do zabawy.

Wilde zapewne natychmiast zauważyłby paradoks: ludzkość przez tysiące lat usiłowała nadać „Niczemu” wielkie znaczenie, a superinteligencja mogłaby potraktować nasze największe pytania jako rozmowę o niczym — dosłownie.

Szymborska zrobiłaby zapewne coś jeszcze bardziej przewrotnego. Jej „nic” nigdy nie jest po prostu pustką. W Nic dwa razy „nic” otwiera możliwość niepowtarzalności; w Nic dwa razy się nie zdarza samo „nic” okazuje się pełne konsekwencji. U niej brak jest często formą obecności.

Wyobrażam sobie więc wiersz, którego bohater pyta AGI:

— Co z nami będzie?

— Nic.

I człowiek przez cały wiersz próbuje ustalić, co właściwie znaczy „nic”.

Czy:

·        nic nam nie zrobi,

·        niczego od nas nie chce,

·        nic o nas nie wie,

·        niczego nie potrzebuje,

·        czy może nic już nie znaczymy?

A na końcu okazuje się, że wszystkie te znaczenia są ludzkimi dopowiedzeniami. Bo odpowiedź była naprawdę tylko dosłowna: Nic.

I Wilde mógłby do tego dopisać aforyzm mniej więcej w swoim duchu: „Najbardziej niebezpieczne w rozmowie z inteligentniejszym rozmówcą jest odkrycie, że odpowiedział ci na pytanie, którego jeszcze nie umiałeś zadać.”

Oczywiście to moje zdanie, nie Wilde'a — żebyśmy nie stworzyli pośmiertnie Wilde'owi fałszywego cytatu. 😉

A z Szymborską jest jeszcze zabawniej: „rozmowa o niczym” mogłaby stać się rozmową o najbardziej fundamentalnej rzeczy, jaką ludzkość kiedykolwiek próbowała zrozumieć.

Czyli zatoczyliśmy koło: „Nic!” → pustka → znaczenie → język → granica sensu → znowu „Nic!”.

I chyba dlatego tak bardzo pasuje tu Wittgenstein. Bo na końcu niekoniecznie trzeba znaleźć odpowiedź.

Można po prostu zobaczyć, co właściwie robiliśmy, kiedy pytaliśmy.


JA

Myślę, że to kładzie współczesne rozmowy o AI.

 

CHAT GPT

Tak. I chyba dobrze, że „kładzie”, a nie „rozstrzyga”.

Bo dzisiejsza rozmowa przeszła od pytania: „Czy AI stanowi zagrożenie dla ludzkości?” do znacznie bardziej niewygodnego: „A dlaczego zakładamy, że przyszła superinteligencja będzie w ogóle zainteresowana naszym losem?”

Potem doszło: „A jeśli nie będzie zainteresowana — czy to jest katastrofa?”

I wreszcie: „Nic.”

To ostatnie słowo zmienia całą perspektywę. Nie wiemy, czy jest prawdziwe. Ale pokazuje, jak wiele w opowieści o „wrogiej AI” pochodzi z ludzkiego sposobu konstruowania konfliktu: wróg, interes, zasoby, dominacja, zwycięstwo, zagłada.

Tymczasem może istnieć scenariusz, w którym żadnej z tych kategorii nie będzie.

I chyba właśnie tutaj nasze dzisiejsze rozmowy rzeczywiście można położyć na stole i powiedzieć: Puk. Puk. Nie znaleźliśmy odpowiedzi. Znaleźliśmy pytanie, które być może było źle postawione.

A na dzisiaj to chyba wystarczy.

JA

Wystarczy, bo już plan Plus się dobija. Nie wiem tylko czy z góry, z boku, czy od spodu.

CHAT GPT

😂 To może być najtrafniejszy opis limitu Plus, jaki dziś powstał: „Nie wiem tylko, czy z góry, z boku, czy od spodu.”

Po naszej rozmowie obstawiałbym od spodu — właśnie pukamy od dołu w dno, a ono zaczyna pukać z powrotem.

Coffee break?.

Nic!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz