piątek, 23 września 2016

Terra Nulla Wojciecha Altmajera

Przeczytałem Terra Nulla Wojciecha Altmajera

Pomnikowa sosna nad Łabunami Dużymi

Wygląda na to, że będę do tej książki wracał. Opowiada o świecie, którego ślady zamierzchłej świetności odczytuję, wędrując między enklawą średniowiecznego osadnictwa wokół Butryn i Bałdy a jeziorem Dłużek – w połaci puszczy napiwodzko-ramuckiej, skrywającej w swoim wnętrzu dwa równoległe ciągi leśnych jezior.


Ten bliżej enklawy biegnie na południe od Bałdy Pieca i malowniczej poręby, która graniczy z torfowiskiem wypełniającym dolinę, obejmując kilka bezodpływowych akwenów o brzegach z bujnego torfowca i żurawiny.







 










Uroczysko Wojtkowizna nad Łabunami Dużymi

Na północ od poręby leżą jeziora Łowne Duże i Małe będące źródłem bobrowej strugi, która przepłynąwszy przez dzikie komysze i pełną uroku polanę w miejscu nieistniejącego już rynnowego jeziora, przez miejscowych przezywaną "pachy", wpada do Jeziora Łajskiego – to szlak bobrów.

Wiercibaba

Drugi sznur jezior leży bliżej Dłużka. Wiąże go okresowo zanikający strumień, którego początkiem jest Wiercibaba, podmokłe uroczysko przy północnej części jeziora. Stąd płynie na południe przez Łabuny Duże i Małe, wpada do Jeziora Czarnego w Czarnym Piecu. Ze wsi wypływa już jako rzeczka Czarna, dopływ rzeki Omulew, przemierzając za szosą do Szczytna tajemnicze uroczyska.




Gdzieś wokół Czarnego Pieca


Droga na manowce

Jest to ten fragment puszczy napiwodzko-ramuckiej, w którym nie uświadczysz wyraźnych punktów orientacyjnych. Sieć leśnych dróg, duktów, przecinek zwodzi. Przez wiele lat chodziłem nimi, polegając na intuicji, lecz nieraz zdarzało mi się pobłądzić i wychodzić nie tam, gdzie zamierzałem. Zamiast kilku godzin spaceru zaliczałem cały dzień mitręgi, bo skręciłem nie tam, gdzie trzeba, wpakowałem się na torfowiska albo na uginający się brzeg zanikających jeziorek... Dzięki temu miałem okazję oglądać dziki, jelenie, wilki, czarne bociany…, także przedstawicieli najbardziej egzotycznych gatunków zwierząt, egzotycznych bo zagrożonych wyginięciem.

Poręba nad Łabunami Małymi

Leśny kwietnik

Lata świetlne temu, zbłądziwszy na pogranicze dorzecza Łyny i dorzecza Omulwi, gdzieś w okolicy jeziora Dłużek, odkryłem zdumiewający kamienny krąg pod starymi sosnami i dębami. W jego pobliżu miałem przyjemność oglądać rysia śpiącego na konarze dębu. Jedna z jego łap zwisała z konaru... Do czasu tamtego spotkania myślałem, że takie obrazy są możliwe tylko na afrykańskim safari.



Dzisiaj po lekturze Terra Nulla Wojciecha Altmajera zaczynam rozumieć, że ta przedziwna okolica tak już ma. Błądząc po lesie, zaczynasz odczuwać dziwne pomieszanie reality z virtuality. W stanie znużenia zmysły, oprócz rzeczy i zjawisk dotykalnych, dających się zracjonalizować, chwytają pewien nastrój, który sprawia, że postrzegasz las jako siedlisko efemerycznych postaci i miejsce zdarzeń podobnych tym wracającym w snach. Niewytłumaczalnych i niejasnych.
 


Drogą nad leśne jeziora

Do owego kamiennego kręgu nigdy potem nie udało mi się wrócić. Mimo wielu prób. Wtedy nie było GPS, by odczytać położenie miejsca. Nie miałem też aparatu fotograficznego. Chodziłem po tych okolicach dla samych wrażeń. Spacer był celem samym w sobie. Puszcza fascynowała, działała na wyobraźnię…

Wrzosowisko

Z kolei widok przypadkowo napotkanych żelbetowych bunkrów i zabliźnionych przez przyrodę rowów przeciwczołgowych uzmysławiał, że całkiem niedawno działy się tutaj sprawy niepojęte, ujawniające tę ponurą stronę ludzkiej natury.








Lubię wracać w te okolice. Ów tajemny kąt zaczyna się zaraz za Bałdami i aleją biskupią, przy której co roku jest organizowany kiermas warmiński. Przekroczywszy linię lasu, zanurzam się w odmienny świat. 

W mateczniku bobrów

Nawet strywializowany przez gospodarkę leśną, zglajszachtowany myśliwską infrastrukturą, nie traci swojego mistycznego nastroju. Zwłaszcza o świcie lub w porze zachodzącego słońca, gdy Potrymp do spółki z Perkunasem zaczyna zdobić krajobraz mgłą, światłem złotej godziny, a Iszwamrato pospołu z Wurskaito prowokują wszystkich chodzących i latających mieszkańców do ożywionych leśnych dyskusji.

Łabuny Duże

Jezioro Łabuny Duże otacza wyjątkowa aura. Przechadzając się jego północnym brzegiem, podczas słonecznego dnia, odczuwam specyficzny komfort. Stąd nie chce się wracać. Próbuję odgadywać przyczynę, lecz za każdym razem znajduję inną. 




Widok malowniczych czap mchu wzdłuż drogi, pod pniami starych sosen i brzóz rosnących na brzegu i na gruncie z jasnego piasku, refleksy światła na zmarszczkach fal, łagodnie opadające dno, trzciny, rdestnice, pojedyncze liście grążeli, przejrzysta toń… Wszystkie te szczegóły tworzą obraz nasycony nie dającym się do końca uświadomić nastrojem. 




Jeśli w owo tło wpadnie bielik, rybołów, jastrząb… jeśli jeszcze wzdłuż brzegu przepłynie bóbr albo wydra; z lasu wyjdzie jeleń, sarna, lis i podejdzie do wody… gdy przez niebo popłyną jasne chmury… 
Rybołów nad Łabunami Dużymi
Korzystam z każdej okazji, by tu zajrzeć, wyprawiając się nad Dłużek albo nad Czarną i Omulew. Dla nastroju miejsca, zwłaszcza wczesnym rankiem, gdy słońce zaczyna oświetlać zamgloną przestrzeń i złocić las zachodniego i południowego brzegu.

Misterium nad Łabunami

Któregoś świtu trafiłem na biwak wędkarski rozłożony w zatoce przy cyplu. W świetle wstającego słońca grupa wędkarzy łowiących ryby z brzegu, prowizorycznych kładek, pontonów przypominała średniowieczne plemię. Niektórzy z nich stali po pas w wodzie odziani w wodery, przeczesując toń błystkami spinningów...
Jakbym przeniósł się w czasie. Czy tak wyglądali Prusowie albo pierwsi postglacjalni nomadzi? Atawizm obrazu urzekł i pobudził wyobraźnię.


Terra Nulla wiele tłumaczy, skąd owe przedziwne skojarzenia. Wojciech Altmajer zdaje się czuć las inaczej niż większość z nas, przede wszystkim czuć świadomie. Gdym zwierzał się ze swojej kajakowej świętojańskiej wycieczki ku źródłom Łyny, przyznał, że tę samą noc spędził nad Łyną w Lesie Warmińskim, czuwając pod świerkiem nad szemrzącą w dole wodą. Wtedy zobaczył łosia, który szedł nieśpiesznie rzeką, napawając się misterium świtu. Na pytanie, dlaczego nie fotografował (miałem w pamięci jego dokonania fotograficzne z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych), odparł:
- Przecież nie po to tam chodzę.
Ot, cały Autor.
Południowy brzeg Łabunów Dużych


To jedno zdanie wydobyło z pamięci wspomnienie obozowania nad Czarną Hańczą w czerwcową noc oświetloną przez księżyc w pełni. Cienie i srebrzyste smugi wokół, rzeka tonąca w czerni doliny pod skarpą, z której osunął się potężny dąb, zanurzając w toni konary obsypane czerwcową zielenią listowia... Koledzy dawno już spali w namiotach, a ja siedziałem przy niewielkim ognisku, nie mogąc oderwać oczu od ciemnej ściany lasu, gwiazd, księżyca, srebrnej poświaty, zwierząt pasących się na granicy polany... uszu od melodyjnego plusku Czarnej Hańczy i kwilenia ptaków, pokrzykiwania puszczyków i sówek... nozdrzy od zapachu suwalskich sosen, ziół, tataraku i wody... W ten sposób doczekałem wchodu słońca i niezwykłej pieśni mężczyzny przemierzającego furmanką niewidoczną z obozowiska drogę w lesie... Pływałem właśnie po to.
 
Tarlisko
 Czytając o Glappie, ostatnim wodzu wolnych Warmów, czytam między wierszami biografię Autora. Nie chodzi o podobieństwo czynów. Nie ten czas, nie te okoliczności. Lecz o podobne traktowanie Natury, której jesteśmy zaledwie gośćmi, czując się bezpodstawnie jej właścicielami. 


Swoją drogą ostatni łoś utonął w Łynie w 1860 r. Od tamtej pory władze Prus Wschodnich usiłowały chronić resztki swoich królewskich lasów. Dopiero jednak po II wojnie światowej populacja zwierząt zaczyna odzyskiwać swoją różnorodność gatunkową i genetyczną. Również dzięki ochronie roztaczanej przez sponiewierane publicznie „imperium łańskie”. 

Łoś w Łynie. W noc świętojańską. To tak, jakby czas zakreślił magiczny krąg.

Tarlisko

Łabuny oglądane z południowego brzegu nie wywołują już takiego wrażenia. Może dlatego, że granica między wodą a piaszczystym brzegiem przesuwa się o wiele metrów w zależności od poziomu jeziornej tafli. Żadne drzewo nie wytrzyma przesuszania i zalewania systemu korzeniowego. Żadne wodorosty nie zagoszczą w tym miejscu na stałe. Płycizna ciągnie się od ściany lasu wiele metrów w głąb jeziora…

Łabuny Małe
Jeziorko Łabuny Małe z kolei wypełnia nieckę o wysokich brzegach. Jego toń przybiera odcień głębokiego brązu, zapewne od rudy darniowej i rozkładających się liści, uwalniających taninę.

Kawa czy herbata?


Obydwa jeziora łączą głębokie rowy, dające ujście wodom roztopowym. Od lat suche. Wiercibaba od dawna nie oddaje nadmiaru wody do otoczenia. 




Za Łabunami Małymi pojawia się Jezioro Czarne. Najpierw pokazuje wąską i płytką zatoczkę, gdy schodzę z wysoko uniesionej drogi, potem, już ze ścieżki wzdłuż zachodniego brzegu, coraz większą taflę wciśniętą w leśne brzegi i dobiegającą do zabudowań Czarnego Pieca, dawniej siedliska smolarzy z XVIII wieku.

Jezioro Czarne
Podążając za Czarną, odkrywamy kolejny fragment puszczy napiwodzko-ramuckiej, w którym zabłądzić jeszcze łatwiej. Glappo często prowadził tędy swoich wojów do zaskakujących ataków na krzyżackie oddziały. O tym jednak przy innej okazji.

Jezioro Czarne

Dzisiaj motywem przewodnim Terra Nulla – książka pozwalająca zrozumieć związek przeszłości ze współczesnym postrzeganiem ocalałych fragmentów galindzkiej Wildniss.

W mateczniku Czarnej

4 komentarze:

  1. Zrbiłeś mi kolejną ogromną przyjemność, ponieważ w latach 1991 - 1999 spędzałem nad Łabunami ogrom czasu. Bywałem tam po kilkadzisiąt razy w roku. Potem utonęło tam w dziwnych okolicznościach czterech o ile pamiętam Pułkowników, czy po prostu czterech ludzi. Widziałem Ich na łódce, a kilka dni później dowiedziałem się, że utonęli. Jakoś nie mogłem przemóc się i od lat nie wracam nad to jezioro. Nie mniej jednak wiążą się z nim wyjątkowe wspomnienia. Rzeczywiście wyjątkowo urocze miejsce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W wojtkowiźnie, z dala od wody, ktoś wbił kamienny słup, pod którymś znajduję wypalone znicze. Myślałem, że ktoś po śmierci miał takie życzenie, a to być może ma związek z wypadkiem, o którym napisałeś. A tak poza tym jakoś nie wyobrażam sobie utonięcia w Łabunach. Tu nie ma nic zdradliwego.

      Usuń
    2. Dziękujemy, Piotrusiu - dziękujemy... <3

      Usuń